Rzeczpospolita Polska

Tomasz Alechnowicz


 

tomasz_alechnowicz

Na Karkonoskiej 45 we Wrocławiu wchodzimy do przeszklonego, ładnie urządzonego salonu. Na środku bufet serwujący kawę, pod ścianami wygodne kanapy i fotele w kolorze czerwonym, miejscami, dyskretnie i w modnym odcieniu szarości biurka sprzedawców. Oczywiście w roli głównej – Alfa Romeo – w kolorach marki, czyli czarnym i czerwonym oraz w nowej odsłonie – écru. Szefem i duszą tego miejsca jest Tomasz Alechnowicz. Absolwent mechanizacji rolnictwa (1987 r.). Na wstępie wręczam mu najnowszy numer Głosu Uczelni, on otwiera akurat na zdjęciu prof. Ryszarda Badury (z okazji 65-lecia Medycyny Weterynaryjnej we Wrocławiu) i oświadcza – a to mój stały klient i członek klubu sympatyków Alfa Romeo.

Autoemocja

Pan Alechnowicz długo nie mówi o sobie, ale mówi o swoich samochodach. Najpierw o filozofii marki – dynamicznej, agresywnej stylizacji, sportowym sercu, ładunku emocjonalnym, jaki ma nieść każdy z modeli. Potem o kolorach lakieru, który najpierw był tylko czerwony, kojarzący się ze sportem najwyższej klasy, później czarny – pasujący do garniturów eleganckich mężczyzn i nowy – écru, z którym kojarzy się luksus. Najstarszy w Polsce klub Alfy – Mia Giulia – jest dziełem pana Alechnowicza. Powstał w 1996 r., po wprowadzeniu na rynek Alfa Romeo 146 i – przede wszystkim – zaprezentowaniu sportowej wersji Alfa Romeo Giulia, samchodu, który już w 1967r. robił furorę. „Stanęli w zachwycie” – wspomina pan Tomasz, a ja czuję pasję swojego rozmówcy.


Jak do niej doszło?

Mówi się, że coś jest „wyssane z mlekiem matki”, ale w tym wypadku chodzi raczej o ojca, który jest złotą rączką i miłośnikiem starych samochodów. Do dziś ma wypieszczoną i sprawną Simkę 1500 z 1965 r.

To on zaszczepił w synu zamiłowanie do aut. Wybór kierunku studiów i uczelni nie był więc przypadkowy, tylko był naturalną koleją rzeczy.

Po studiach pan Tomasz Alechnowicz rozpoczął pracę w PZU przy likwidacji szkód, odwołaniach, szkoleniach. To było ciekawe doświadczenie, spraktykowanie dosłownie wszystkiego, czego młody Olechnowicz nauczył się na studiach. Jednak w 1995 r. zrezygnował z pracy w PZU , nie chcąc ostatecznie poświęcać się pracy urzędniczej.

Ówczesny Polmozbyt poszukiwał osoby do prowadzenia salonu. Zresztą był to okres niebywałego popytu, po dziesięcioleciach kompletnej plaży, Polacy chcieli kupować samochody i mieli na nie pieniądze. Pan Alechnowicz wspomina, że Alfa Romeo był marką egzotyczną, dopiero trzeba było uświadomić nabywcy jego wartość. Podjął wyzwanie i od 1995 r. jest szefem salonu we Wrocławiu.


Uszyć samochód jak garnitur

Moim celem nie jest sprzedaż jednego samochodu – mówi Tomasz Alechnowicz – chciałbym, żeby ten sam klient kupił ode mnie drugi, trzeci i czwarty swój samochód, żeby miał do mnie zaufanie i wracał co 5, 6 lat. Auta nie można komuś wcisnąć, trzeba je doradzić albo odradzić – uszyć jak garnitur. To podejście pozwala uruchomić wyobraźnię, a tej absolwentowi mechanizacji nie brakuje. W tym roku jego Klub Alfy ma 15. urodziny. Z tej okazji szef salonu stara się o serię specjalną kilkunastu samochodów o określonym wyposażeniu, charakterystycznej tapicerce. Ma jeszcze inny pomysł – chciałby uruchomić klubową usługę doszkalania kierowców, zwłaszcza o wykorzystywanie nowych systemów elektronicznych.

A żona? Żona ma charakter włoski, dynamiczny i – tu nie zgadza się wersja o diamentach – prowadzi salon Lanci i sprzedaje Alfy.

Ewa Jaworska

Źródło: „Głos Uczelni” nr 202