Rzeczpospolita Polska

Janusz Prus


 

janusz_prus

Janusz Prus – studiując na mechanizacji rolnictwa w latach 70., ani przez chwilę nie wątpił, że elektromechanika to fach, w którym będzie pracował, tymczasem po Państwowym Ośrodku Maszynowym w Złotoryi pozostały tylko budynki, w których każdego dnia wprawne dłonie malują 12 tysięcy choinkowych bombek.

„Chciałbym pozbyć się firmy” – takimi słowami przywitał mnie w przyjemnym, stylowym biurze elegancki pan. Dodał zaraz, że chciałby się nią bawić, doradzać, ale nie ponosić już odpowiedzialności.

Bombki to ciężka branża, ponieważ okres zainteresowania nimi jest bardzo krótki, a produkować i sprzedawać trzeba cały rok. Nie jest to też wyrób pierwszej potrzeby, bez niego świat się nie zawali (w tym miejscu protestuję).

Z drugiej jednak strony można mieć pewność, że przez najbliższe lata będą Święta Bożego Narodzenia na wszystkich kontynentach, a zatem fabryka może produkować około 2 mln bombek miesięcznie. Bo fabryka jest światowa. Ubrana choinka przed sekretariatem stoi cały rok, a pracownicy wyglądają codziennie sylwestrowo, osypani brokatem. Więc per saldo jest na plus.

W zasadzie firma skończyła już produkcję krajową i zaczyna święta 2011 r. Pan Prus wie, co produkować, gdyż kolekcje powstają z 1,5-rocznym wyprzedzeniem w uzgodnieniu ze strategicznymi klientami, z którymi dyskutuje się np. zestawienia kolorystyczne, a następnie prototypy pokazuje się na wewnętrznych pokazach. Najważniejsze targi bombkowe odbywają się na przełomie stycznia i lutego we Frankfurcie nad Menem.

Trzeba tam być. Właściwie trzeba być w wielu innych miejscach i różnych strefach czasowych.


Chińska konkurencja

Wyższe wykształcenie to jest umiejętność korzystania z wiedzy a nie posiadanie wiedzy.

Pan doktor inżynier to wie, dlatego przeżył „wybuch” chińszczyzny. Na rynku europejskim pozostali nieliczni, a firma pana Prusa jest jedną ze znaczących. Pośrednicy holenderscy i niemieccy przez lata przedstawiali Vitbis jako swoją firmę w Polsce, ich odejście do producentów chińskich na przełomie 2003/2004 roku spowodowało, że fabryka zdecydowała się budować i umacniać swoją markę. Studia dały prezesowi Vitbisu umiejętność patrzenia na problem z różnych stron, nauczył się myślenia przestrzennego, odpowiedzialności i odwagi w podejmowaniu decyzji. Zamiłowanie do elektromechaniki zaowocowało dwoma patentami, dzięki którym zdystansował Chińczyków.


Korzenie firmy i jej szefa

Pan dr inż. Janusz Prus ukończył w 1976 roku mechanizację rolnictwa na Wydziale Rolniczym i przyjechał do Złotoryi, osiedlając się tu i rozpoczynając pracę w Państwowym Ośrodku Maszynowym. Były to czasy wszechogarniającej stagnacji, a pan Prus chciał się rozwijać, pracować i widzieć postęp w tym, co robi. Zatrudnienie w Państwowym Ośrodku Maszynowym nie dawało tej satysfakcji, dlatego rozpoczął pracę najpierw w Spółdzielni Inwalidów, a później w Spółdzielni Pracy, zostając jej szefem.

Była to duża spółdzielnia wielobranżowa, w której istniał też dział produkcji ozdób choinkowych, ale pan Prus traktował go dość po macoszemu. Nie czuł chemii. Stawiał na elektromechanikę. Miał podpisane lukratywne umowy z fabrykami z NRD i wielkimi zakładami w Polsce. Po co komu kłopot z bombkami?

Tylko że dział zatrudniał 80 osób, które trudno byłoby przekwalifikować. Więc bombki zostały. Kiedy rozpadło się ZSRR i zniknęło NRD , kwitnącej Spółdzielni upadły wszystkie wiodące kierunki. Wszystkie, oprócz bombek.

21 listopada 1991 roku pan Prus zrobił wszystko, żeby doprowadzić 228 członków Spółdzielni do notariusza w celu podpisania umowy o założeniu spółki pracowniczej. Wcześniej ich nakłonił, żeby nie wypłacali dywidend, ale pozwolili na inwestycje, żeby pracowali, chociaż nie można im dużo zapłacić. Zaufali. Tak narodziło się Vitbis i do dziś ma się dobrze.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 201