Rzeczpospolita Polska

Jolanta i Marek Kempowie


 

marek_kempa

Oboje z mężem mieli inne plany – naukowe. Panią Jolantę Kempę, która ukończyła biotechnologię na Wydziale Nauk o Żywności (dawniej Technologii Żywności), fascynowała mikrobiologia i badania, które prowadziła pod kierunkiem prof. Marii Wojtatowicz, pracując przez 5 lat na etacie technicznym w oczekiwaniu na wolny etat nauczyciela akademickiego. A pan Marek pracował w Instytucie Mechanizacji Rolnictwa na Wydziale Rolniczym, gdzie zdobył stopień naukowy doktora. Postanowili odejść z uczelni w 1990 roku. Mieli dwoje dzieci, więcej wydatków niż przychodów, Polska otwierała się na Europę, a ojciec zapraszał do firmy – i tak była to jedna z najtrudniejszych decyzji w ich życiu. Dziś pani Kempa jest współwłaścicielką rodzinnej firmy Kulik i wiceprezesem zarządu firmy Inspirion Polska sp. z o.o. – firmy polsko-niemieckiej, pan Kempa dyrektorem finansowym obu przedsiębiorstw. Mieszkają i pracują w Trzebnicy.

Kiedy nie można, to trzeba

Otworzyć własną, prywatną działalność w 1957 roku, czyli w czasach głębokiego komunizmu (mimo krótkiego okresu Odwilży) było aktem wielkiej odwagi. Zdobył się na nią, wspierany przez żonę, ojciec pani Jolanty, Henryk Kulik, technik ślusarz, podejmując walkę nie tylko z materią, na której pracował, ale przede wszystkim z rzeczywistością, która w tamtym okresie niszczyła wszelkie objawy przedsiębiorczości i kreatywności. Początkowo Kulik, bo tak nazywało się przedsiębiorstwo, oferował drobne usługi ślusarskie, później coraz większe (ogrodzenia, zwijane kraty do sklepów). Jak mówi legenda firmowa, pewnego dnia żona poprosiła męża, żeby zrobił jej parasolkę, bo nigdzie nie mogła jej kupić, jak zresztą wielu rzeczy. Parasolkę zakupioną za bony w Peweksie ojciec rozebrał na części, poskładał, przemyślał i opracował technologię, zrobił kilka maszyn i… ruszyła produkcja. Towar został bardzo dobrze przyjęty, nic dziwnego, parasolki były solidne, a na komunistycznym rynku panował głód wszystkiego. Z czasem ojciec stworzył własną galwanizernię. Firma rozrastała się.

Dziś Kulik koncentruje się na sprzedaży parasoli oraz wszelkich artykułów reklamowych, zwłaszcza tych, które wytwarza druga spółka pozostająca w zarządzie rodziny. Parasole są jednak znakiem rozpoznawczym firmy, jej logo to grupa ludzi pod parasolami. Kulik zatrudnia na stałe ok. 80 osób. Firma pozostaje w rękach rodziny. Inspirion Polska to pomysł państwa Kempów, do którego długo nie mogli przekonać ojca pani Jolanty. Pan Kulik obawiał się spółek kapitałowych, zwłaszcza z Niemcami, do których nie miał zaufania, należąc do pokolenia wojennego. W końcu jednak uznał, że spółka z silnym partnerem otworzy zupełnie nowe możliwości rozwoju i byłoby głupotą nie wykorzystać tej szansy. Umowę zawarto w 2005 roku z Inspirion GmbH z Bremy, rozwijając prężne przedsiębiorstwo, oferujące artykuły reklamowe wraz z ich znakowaniem, dla hurtowych odbiorców. Inspirion zatrudnia ok. 50 osób, a dalszym 30 zleca pracę.

Yang i Yin

jolanta_kempa

Pani Jolanta Kempa – wysoka, szczupła, w krótkiej fryzurce, elegancka i tryskająca energią. Kiedy w dzieciństwie pytali ją, kim chciałaby zostać, odpowiadała, że chłopakiem, bo chłopcom na więcej się pozwala, więcej im się wybacza i mają większe możliwości.

Jednak naturę ma czysto kobiecą – pełną emocjonalności. Jak sama mówi: ma to swoje zalety i wady, ale to dzięki impulsywności działam szybko, skutecznie i niekonwencjonalnie, szczególnie w kontaktach z klientami, którzy zwykle mają wysokie oczekiwania.

Za swój zawodowy sukces uważa stworzenie, w obu firmach, bardzo dobrego, przyjaznego zespołu młodych ludzi, którzy z zapałem pracują zgodnie z najwyższymi standardami obsługi klientów. Natomiast pan Marek Kempa jest oazą spokoju, załatwia wszystkie sprawy wymagające cierpliwości i kompromisu, zwłaszcza urzędowe. Nie podejmuje decyzji szybko, tylko po namyśle, ma umysł analityczny – właśnie dlatego zajmuje się finansami.

Studia dla tych dwojga były przygodą intelektualną i treningiem przed samodzielnym życiem. Wszystkie egzaminy, jak uważa pani Jolanta, to duże wyzwanie, które uczy wytrwałości i perfekcji. Pan Marek dodaje: studia dawały potencjał, który mogłem wykorzystywać na różne sposoby, wiedziałem, jak się hoduje kury i oblicza belki konstrukcyjne, taka wiedza bardzo poszerza horyzonty.

Ewa Jaworska

Źródło: „Głos Uczelni” nr 201