Rzeczpospolita Polska

Cezary Przybylski


 

cezary_przybylski

Cezary Przybylski ukończył w 1986 r. wydział zootechniczny na Akademii rolniczej we Wrocławiu. – Promotorem mojej pracy magisterskiej był obecny rektor, prof. Roman Kołacz, a dotyczyła ona chorób odzwierzęcych na terenie powiatu bolesławieckiego – wspomina pan Przybylski, który nigdy jednak nie pracował jako zootechnik. Część życia poświęcił oświacie a część samorządowi. W dniu, w którym rozmawiamy, jeden z jego synów – student Akademii morskiej – płynie szlakiem Vasco de gamy.

Wspomnienia ze studiów

Były – jak twierdzi Cezary Przybylski – interdyscyplinarne, z wieloma zadaniami praktycznymi, które od razu weryfikowały nabytą wiedzę teoretyczną. Na te studia poszedłem hobbystycznie, lubiłem zwierzęta. Oczywiście, podejmując naukę na Akademii Rolniczej, myślałem, że będę pracował w rolnictwie. Około roku 80. perspektywy pracy były i nie były – Hodowla zwierzęca topniała, a podaż zootechników po wyższych studiach była na rynku spora, zwłaszcza, że uczelnia otwierała swoje zamiejscowe oddziały. Oprócz biochemii i egzaminu u prof. Karpiaka – jak opowiada pan Cezary – najtrudniejszym przedmiotem była hodowla u prof. Nowickiego i statystyka u doc. Sekuły, który miał zwyczaj wpisywania dwójek małych, dużych, z plusem itd., co było to bardzo skomplikowanym systemem. – Zadarłem kiedyś z prof. Junym. Popatrzył na moją pracę domową i stwierdził, że się raczej nie postarałem, a mi się wtedy wyrwało: „Panie Profesorze, Pan to chyba wziął na wagę i nie czytał”. Ale był dym! Kiedy spotkał mnie po roku na korytarzu, zapytał zdziwiony: „Co Pan tu robi?” Odpowiedziałem: „Studiuję!” – „A to ma Pan szczęście!”.

Specjalista od oświaty Pegeery nie miały mu nic do zaoferowania. Odnalazł się natomiast jako nauczyciel, a później jako dyrektor w szkołach podstawowej i nauczyciel rolniczej w gminie warta Bolesławiecka i w Raciborowicach. Ten wątek trwał przez 16 lat.

Lubiłem pracę z dziećmi – dziś wspomina. – Dawało to ogromną satysfakcję, chociaż teraz, po 13 latach przerwy, po wszystkich reformach, trudno byłoby mi się odnaleźć. Zaczynałbym pewnie od stopnia nauczyciela kontraktowego. Kiedy pan Cezary Przybylski w latach 90. W odnowionych samorządach pozostał członkiem zarządu gminy warta Bolesławiecka, a w drugiej kadencji został delegatem do sejmiku samorządowego województwa legnickiego, sprawy oświaty były mu najbliższe. W ramach pilotażu część samorządów przejmowała szkoły podstawowe, więc komisja działań społecznych – największa w sejmiku legnickim – której przewodniczył Przybylski, miała pełne ręce roboty. Zwłaszcza w walce o zapewnienie odpowiedniej subwencji dla tych szkół. Pan Cezary Przybylski był związany z oświatą znacznie dłużej, nawet gdy przestał być dyrektorem. Otóż, od 1 stycznia 1999 r. na mapie gospodarczo-politycznej kraju pojawiły się nowe jednostki strukturalne – powiaty. Wybory odbywały się w 1998 roku i Przybylski w nich wystartował. Nowa ustawa zabraniała łączenia funkcji kierowniczej ze stanowiskiem radnego, kierownik jednostki, jaką jest szkoła, nie mógł być więc radnym. Pan Cezary pozostał radnym powiatowym i wicestarostą bolesławieckim. W pierwszej kadencji samorządów powiatowych sprawował funkcję przewodniczącego komisji edukacji związku powiatów Polski i odpowiadał za oświatę w powiecie bolesławieckim. Pracował również w zespole ds. edukacji komisji wspólnej rządu i samorządu.

Samorząd to jest moje życie!

Chociaż wcześniejszej zaprawy nie miałem, nie pracowałem w samorządzie studenckim i nie należałem do żadnych organizacji na studiach. Czasy były zresztą trudne i przełomowe. Podziały polityczne między studentami były dosyć ostre i widoczne, ale nie wpływały na relacje koleżeńskie między nami, nigdy nie wyszły poza przyzwoite dyskusje, nie dochodziło do ostrych konfliktów. Każdy wiedział, kto gdzie działa, ale życie studenckie było mimo wszystko z boku polityki. W trzeciej kadencji Cezary Przybylski został starostą, a także przewodniczącym konwentu powiatów województwa dolnośląskiego. Pracuje nadal w zespole samorządowym ds. edukacji przy komisji wspólnej. – Mamy spory wpływ na jakość ustaw, pilnujemy interesów samorządów, ponieważ każdy rząd bez względu na opcję polityczną próbuje przerzucić część zadań rządowych na samorządy, nie dając w zamian adekwatnych środków.

W 2010 r. ponownie wygrał wybory, pozostając starostą, przewodniczącym konwentu powiatu województwa dolnośląskiego i członkiem komisji wspólnej rządu i samorządu.

Co w pracy samorządowej jest pociągające?

Traktuję ją jako służbę. Z jednej strony daje olbrzymią satysfakcję, a z drugiej zabiera mnóstwo czasu. Na palcach jednej ręki mogę policzyć wolne soboty i niedziele w roku.

A w pozostałe dni, które część społeczeństwa uważa za wolne?

Obowiązek, potrzeba, przyjemność przebywania z ludźmi – wymienia jednym tchem Przybylski. – Teraz powstaje wiele stowarzyszeń, które urządzają różnego rodzaju spotkania, praktycznie w każdy weekend coś się w powiecie odbywa, jest jakieś święto: dyni, pieczonego ziemniaka, truskawki, bolesławieckiej ceramiki… etc. Jestem tam obecny.

Pan Cezary mówi, że praca w samorządzie daje mnóstwo satysfakcji, gdy człowiek widzi efekty swojej pracy. czym może pochwalić się starosta Przybylski? Wylicza, że w poprzedniej kadencji udało się wybudować 60 km nowych nakładek na drogach oraz 30 km nowych chodników, ale zaraz dodaje: – Oczywiście, to jest kropla w morzu potrzeb. Jego dumą jest najlepsza w województwie dolnośląskim oświata, a także przebudowany i odnowiony stary teatr – perełka architektoniczna Bolesławca, a szpital jest od kilku lat na plusie. wiele zadań powiat realizuje wspólnie z gminami, na przykład drogi powiatowe na terenach gmin są przez nie współfinansowane w 50 procentach. To jest rzadkie zjawisko.

– Jest wiele inwestycji. Jak człowiek patrzy, ile zrobiły samorządy, a jednocześnie wie, że jest tam cząstka jego osobistego zaangażowania i pracy, to serce rośnie.

 Jaki jest pan Cezary Przybylski? uśmiechnięty, sympatyczny, ciepły. nie był urażony, kiedy z prof. Jerzym Bieńkiem spóźniliśmy się na spotkanie pół godziny (przez piszącą te słowa). O sobie powiedział, że jest konsekwentny, pracowity i ma dobre relacje z ludźmi. – To trzy podstawowe cechy, które powodują, że mam dużo przyjaciół, a przedsięwzięcia, których się podejmuję, kończą się sukcesem.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 206