Rzeczpospolita Polska

Małgorzata Płuciennik


 

jan_wollodzko_i_malgorzata_plociennik

 

Małgorzata Płuciennik pracuje w starostwie bolesławieckim od 2010 r. na stanowisku Naczelnika Wydziału Nieruchomości, wcześniej – przez 13 lat podobne zajmowała w gminie. W swojej karierze ma również trzyletnią pracę w ZUS i krótki epizod jako celnik. Jej pierwszą, nierdzewiejącą miłością pozostały rośliny.

Kiedy studia staja się hobby

Ukończyła w 1988 r. wydział rolniczy, specjalizując się ze szczegółowej uprawy roślin u prof. Fatygi. Jak znalazła się na tych studiach?

Nie pochodziłam ze wsi, tylko z Wrocławia, uczęszczałam do Liceum Ogólnokształcącego nr 7, do klasy biologiczno-chemicznej. Szkoła miała działkę, którą opiekowałyśmy się z panią profesor. Potrafiła zainteresować mnie roślinami.

Natomiast pani Małgorzaty nie interesował Uniwersytet. Co można po nim robić? Absolwenci kojarzyli się jej z nauczycielami, a w szkole nie chciała pracować. Akademia rolnicza była na tym tle czymś praktycznym i ciekawym. Co się jej podobało na studiach? Wszystko! Jej podobało się wszystko! Fascynowały ją przedmioty i uczyła się bardzo dobrze.

 – Prof. Fatyga proponował mi studia doktoranckie i na moje stwierdzenie, że przecież jestem w ciąży odpowiedział: Ależ to nie przeszkadza!

Nie zdecydowała się. Dyplom obroniła w czerwcu, otrzymując wówczas od prof. Hryncewicza dwie róże. Ta druga była właśnie dla córeczki, która urodziła się dwa miesiące później. – Profesor Hryncewicz był właśnie taki niezwykły. Zupełnie z innej epoki. Kiedy listy uczestników specjalizacji były już wywieszone, odbywał się jeszcze egzamin ze szczegółowej uprawy roślin. Na jedno pytanie profesora nie umiała zbyt wyczerpująco odpowiedzieć, ale on wstawił jej do indeksu piątkę. – Pozwoliłam sobie zwrócić wtedy uwagę, że nie zasłużyłam na ten stopień, wtedy profesor stwierdził: Komu innemu wpisałbym inną ocenę, ale pani będzie u mnie na specjalizacji i na to pytanie wkrótce będzie Pani znała wyczerpującą odpowiedź, a inni nie będą mieli takiej możliwości.

Być na właściwym miejscu

Wychowanie dzieci było dla pani Małgorzaty kwestią priorytetową. To z tego względu nie podjęła pracy zaraz po studiach. – Dziś to postawa zupełnie nie trendy, ale uważałam, że dobrze robię. W połowie lat 90. wcale niełatwo było znaleźć pracę, tak jak i obecnie ludzie zmagali się z recesją. Najpierw spróbowała sił jako celniczka, ale dojazd do pracy na granicy nie był dogodny, więc po pół roku zrezygnowała. W ZUS przyjęto ją z otwartymi ramionami, brakowało bowiem kadr z wyższym wykształceniem. Jednak na swoim miejscu znalazła się po trzech latach, rozpoczynając pracę w gminie w wydziale rolniczym.

Moja wiedza nareszcie się przydała. zajmowałam się co prawda nieruchomościami, ale do referatu przychodzili głównie rolnicy, i to ich ziemi, oraz tego jak jest wykorzystywana, dotyczyły sprawy.

Rolnicy bardzo szybko w rozmowie wyczuwali, czy urzędnik wie, o czym mówią czy nie, a od tego z kolei zależało sprawne załatwianie spraw. Poza tym praca polegała na wyjazdach w teren, nazywaniu roślin, określaniu plonów, ocenianiu gleby. Bez rzetelnej wiedzy trudno byłoby ją wykonywać.

Pani Małgorzata Płuciennik obecnie z rolnictwem nie ma nic wspólnego, ale pozostało jej hobby – oznaczanie roślin ozdobnych oraz chwastów rosnących we własnym ogrodzie. Jedna z jej córek studiuje na uniwersytecie Przyrodniczym na trzecim roku biotechnologii, a druga ukończyła prawo. mąż zajmuje się hodowlą koni.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 206