Rzeczpospolita Polska

Jan Wołłodźko


 

 jan_wollodzko_i_malgorzata_plociennik

 

Pan Jan Wołłodźko w 1975 r. ukończył geodezję na wydziale melioracji. dziś jest to wydział inżynierii kształtowania Środowiska i geodezji. Obecnie pracuje w starostwie bolesławieckim jako naczelnik wydziału geodezji i katastru, jest także geodetą Powiatowym.

Rodzinna tradycja

Ojciec był geodetą, studiował jeszcze przed wojną, a ja odżegnywałem się, że z geodezją nie chcę mieć nic wspólnego. W sumie, nie wiadomo, dlaczego.

Na ten kierunek namówił go kolega, który ostatecznie sam na niego nie poszedł. Matematyka panu Janowi nie sprawiała żadnych trudności i to był jeden z argumentów. A drugi był taki, że pracowało się w terenie, nie za biurkiem, a to kojarzyło się z przygodą. – Dziś nie żałuję, praca zawsze sprawiała mi dużo satysfakcji.

Pan Wołłodźko pisał pracę z fotogrametrii. Politechnika warszawska prowadziła badania polegające na porównaniu map sporządzonych różnymi metodami. studenci wrocławskiej uczelni zostali do tych badań dopuszczeni – mieli wyznaczony obszar, który obmierzali, badając później dokładność map. Jednak z fotogrametrią w pracy zawodowej nie miał już nic wspólnego.

Studia były przyjemne, chociaż miałem trudne początki – nie byłem wzorowym uczniem, po pierwszym semestrze doszedłem z matematyką do komisyjnego egzaminu. Studia pokazywały, jak wielu rzeczy człowiek nie wie. Była też druga strona medalu – wspaniałe towarzystwo. – Tworzył się wtedy rajd geodetów, na studiach poznałem żonę – też geodetkę. Tuż przed obroną braliśmy ślub, żona szefowała nawet jednemu z rajdów.

Bolesławiecka przystań

Oboje z żoną rozpoczęli pracę w Okręgowym Przedsiębiorstwie geodezyjno-kartograficznym we Wrocławiu, gdyż stamtąd właśnie mieli stypendia. Do Bolesławca przyjechali pewnego razu w delegację. Okazało się, że można tutaj podjąć pracę w oddziale terenowym Przedsiębiorstwa, a i z mieszkaniem było dużo łatwiej niż we Wrocławiu.

Rzeczywiście, dostaliśmy je po roku. To była wielka rzecz. Tak jak i dzisiaj. Myśleliśmy, że pozostaniemy w Bolesławcu ze dwa trzy lata, ale pozostaliśmy dwadzieścia.

Później na chwilę wrócili do Wrocławia. Jan Wołłodźko pracował przez jakiś czas w wojewódzkiej inspekcji nadzoru geodezyjnego i kartograficznego przy urzędzie wojewódzkim we Wrocławiu. Był rok 1999 – rok reformy administracyjnej kraju. – Znów przyjaciele namówili nas, żeby wrócić do Bolesławca, i wróciliśmy.

Pan Wołłodźko specjalizował się w obsłudze wszechstronnie rozumianego budownictwa – było to i budownictwo mieszkaniowe i przemysłowym, budowa jazów i elektrowni. Praca ciekawa i wymagająca precyzji. – Wspominam, jak kiedyś przyjechał z Wrocławia na kontrolę inspektor i stwierdził, że wskaźniki przenieśliśmy z dokładnością do 5 mm, poprosiłem go, żeby zmierzył jeszcze raz i kiedy okazało się, że błąd nie przekraczał jedynie 2 mm, byłem zadowolony, że jest tak porządnie, jak bym chciał.

W starostwie pan Jan przede wszystkim zajmuje się mapami i dokumentami związanymi z powstawaniem tych map. Geodeci przed przystąpieniem do pracy otrzymują dokumentację, począwszy od historycznej po dzisiejszą, i kiedy wyznaczą zmiany, są one nanoszone w ośrodku dokumentacji. Na tym ta praca polega.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 206