Rzeczpospolita Polska

Maciej Siewiński


 

maciej_siewinski

Na tropie lekarstwa na raka

W dzieciństwie miałem dwa marzenia: zostać aktorem i mieć króliki. Obydwa się spełniły – w „Popiołach” Andrzeja Wajdy zagrałem zwłoki napoleońskiego żołnierza, hodowałem też gryzonie-miniaturki – opowiada prof. Maciej Siewiński z Akademii Medycznej, absolwent Wyższej Szkoły Rolniczej we Wrocławiu. Wtedy nie przypuszczał, że w przyszłości będzie prowadził badania nad wykryciem lekarstwa na raka.

Na epizodzie u Andrzeja Wajdy przygoda z aktorstwem wcale się nie skończyła. W latach 70. profesor Siewiński był związany z grupą Jerzego Grotowskiego i teatrem „Laboratorium”. – Braliśmy udział w nowatorskich jak na owe czasy ćwiczeniach psychologicznych, który mogły doprowadzić do takiego odprężenia, że było się w stanie chodzić po rozżarzonych węglach – wyjaśnia naukowiec.

Z Uniwersytetem Przyrodniczym, a wówczas – Wyższą Szkołą Rolniczą, łączyły go silne więzi. Jego ojciec, Antoni, z wykształcenia – chemik, był wykładowcą na tej uczelni. Jednak młody Maciej Siewiński po maturze wybrał studia chemiczne na Politechnice Wrocławskiej.

– Nie spodobały mi się – mówi dziś. – Chemia to zwykła, surowa materia, oparta na wzorach i reakcjach – tłumaczy. Zrezygnował więc i wkrótce rozpoczął inne studia – technologię żywności. Ojciec dość łatwo pogodził się z faktem, że nie będzie miał syna-chemika.

Błagał mnie tylko: „Nie wiąż się na stałe z teatrem” – śmieje się prof. Siewiński.

Z czasów studiów najlepiej zapamiętał profesor Irenę Górską, która była promotorem jego pracy dyplomowej. Ciepła i serdeczna, stanowiła oparcie w trudnych chwilach, potrafiła też jednak postawić do pionu. Drugą osobą, która najmocniej zapadła w pamięć profesorowi Siewińskiemu, był prof. Tadeusz Trziszka, z którym kilkanaście lat później rozpoczął długą i udaną współpracę naukową.

Na jednych z pierwszych zajęć dostałem u niego dwóję. Nie wiedziałem co to jest antrykot, poza tym, że to mięso, które można zjeść – przyznaje prof. Siewiński. Po kilku tygodniach poprawił ocenę na cztery i pół.

Z domu wyniósł prof. Maciej Siewiński tradycje AK . Jego dziadek zginął w Charkowie, a ojciec, żołnierz Armii Krajowej 12. Pułku Piechoty im. Ziemi Bocheńskiej ps. „Flisak”, podtrzymywał pamięć o tragicznie zmarłym. Profesor pamięta, że jako pięciolatek wygadał się z tego przed kolegami. Wkrótce jego mieszkanie odwiedzili funkcjonariusze bezpieki.

Atom Jeden, Atom Dwa, Atom Trzy

Od dzieciństwa otaczały go zwierzęta.

– Miałem trzy psy, jednego po drugim. Każdy miał na imię „Atom”, na cześć ojca-chemika. Mówiliśmy na nie: „Atom jeden”, „Atom dwa” i „Atom trzy” – śmieje się profesor. Miłość do zwierząt pozostała w nim do dziś. W swoim domu na Krzykach trzyma aż osiem czworonogów: pięć kotów, dwa psy i suczkę.

Po studiach trafił do Instytutu Immunologii i Terapii PAN . Tłumaczy, że nie mógł związać się z technologią żywności, bo widok martwych zwierząt za bardzo go przerażał. Po doktoracie, który obronił w 1982 r., trafił do Zakładu Biochemii Eidgenössische Technische Hochschule w Zurychu pod opiekę profesora Giorgio Semenzy. Wśród pracujących tam naukowców był słynny dziś Amerykanin Craig Venter, późniejszy odkrywca genomu człowieka.

Rozrywkowy chłopak. Prawie codziennie, około 20 ciągnął mnie na bilard – wspomina prof. Siewiński.

Na przełomie lat 80. i 90. na świecie nastąpił przełom w pracach nad metodami walki z nowotworami. I choć prace nad inhibitorami, czyli czynnikami hamującymi rozwój raka, syntetycznymi, były głęboko zaawansowane, okazało się, że te substancje nie mogą zostać użyte w leczeniu.

– W próbówkach hamowały wprawdzie rozwój choroby, nie sprawdzały się jednak w leczeniu pacjentów – wyjaśnia prof. Siewiński.

Przypadek ojcem wynalazków

Po powrocie do Polski profesor Siewiński rozpoczął prace nad uzyskiwaniem inhibitorów.

Badania amerykańskich naukowców z San Diego wykazały, że rozwój płodu pod względem enzymatycznym jest podobny do zmian rozwoju nowotworu. Jednak w przypadku kobiet w ciąży proces ten jest kontrolowany przez łożysko. To dlatego rozpoczęto prace nad pozyskaniem inhibitora z wód płodowych ludzi i zwierząt – badania prowadził m.in. doktorant profesora Siewińskiego, Yousif Saleh. I choć dawały optymistyczne efekty, okazało się, że ludzkie wody płodowe nie mogą być wykorzystywane do badań.

Surowo zakazała tego Światowa Organizacja Zdrowia, tłumacząc ten fakt możliwością zarażenia leków prionami i wirusem HIV – tłumaczy Siewiński.

Wrocławscy naukowcy odkryli jednak, że podobne właściwości jak łożysko ma kurze białko. Z niego także można uzyskać hamujący nowotwory inhibitor – cystatynę.

Do odkrycia doszło zupełnie przypadkiem. W pewien ponury poniedziałkowy poranek, zmęczony technik Janusz Jarocki źle podłączył elektrody i sprawił, że temperatura naczynia, w którym następowała reakcja, gwałtownie wzrosła. To właśnie w takich warunkach ujawniają się inhibitory. Dziś prof. Siewiński nazywa swojego kolegę technika „osobą, która pozwoliła mu wykupić los”.

W 1995 r. wrocławscy naukowcy patentują uzyskiwanie inhibitorów z białka jaja kurzego. Cystatyna jest testowana na szczurach, którym wszczepiano ludzkie nowotwory. Zwierzęta, które miały szanse na maksymalnie kilkanaście dni życia, dożywały nawet pół roku.

Zapytany o to, co dały mu studia na Uniwersytecie Przyrodniczym, profesor Siewiński odpowiada bez wahania:

Wszechstronność, umiejętność odnalezienia się w różnych sytuacjach. – I dodaje – Czasem czuję się, jakbym wygrał los na loterii. Zawsze marzyłem o tym, by znaleźć praktyczne zastosowania moich badań i nigdy nie stać się naukowcem, który ogranicza się tylko do publikacji – podkreśla.

I chyba się udało. Bo choć, jak podkreśla profesor Siewiński, od badań nad stworzeniem leku na nowotwory do wyprodukowania go, może minąć sporo czasu, wszystko wskazuje na to, że ta chwila może nie być wcale tak odległa.

Magdalena Kozińska

Źródło: Głos uczelni nr 205