Rzeczpospolita Polska

Ewa Segiet-Kilan


 

ewa_segiet-kilan

 

Ewa Segiet-Kilan wybierała się na medycynę do Szczecina ale – jak wspomina – nie dostałam tych dziesięciu punktów za pochodzenie robotniczo-chłopskie i tyle właśnie zabrakło mi, żeby się dostać. Na szczęście. Ukończyła studia na Wydziale Rolniczym (obecnie Przyrodniczo-Technologicznym), specjalizując się w genetyce roślin. Było to w 1989 roku, czyli w okresie permanentnych przemian, kiedy to Polacy musieli swoje życie przemyśleć na nowo i je zupełnie przekwalifikować – ludzie w tym czasie mieli wiele energii i chęci, ale jeszcze nie wiedzieli, czym powinni się zająć i jakimi prawami rządzi się wolny rynek.

Rodzinna „burza mózgów”

Pani Ewa nie została genetykiem roślin, ale nie interesowała jej też praca w urzędzie, bo chronicznie unikała siedzenia za biurkiem, tak i dzisiaj nie lubi załatwiać w urzędacha żadnych spraw. Na studiach była w ciągłym ruchu – grała w tenisa stołowego, należała do AZS , angażowała się w życie akademickie. Nie ciągnęło jej także do szkoły, chociaż na wszelki wypadek ukończyła dwuletni kurs pedagogiczny. Jej rodzina – mama, tata i brat – postanowiła trzymać się razem i wspólnie odnaleźć swoje miejsce w świecie. Jesteśmy w Karpaczu – zastanawialiśmy się, jak to wykorzystać. Mama pani Ewy – dyrektorka przedszkola – dobry duch i specjalista od psychicznego wspierania. Ojciec był dyrektorem liceum, stworzył szkołę mistrzostwa sportowego, pracował w urzędzie wojewódzkim, był lubiany i miał kontakty. Sybirak. Był bardzo pogodny, wielkoduszny, lubił ludzi i cieszył się życiem, zarażał nas tą radością – dodaje pani Ewa. Brat ukończył politechnikę na Słowacji, tam też się doktoryzował. To fachowiec od chodzenia po urzędach i załatwiania spraw formalnych. Jest w tym naprawdę dobry. Temu zespołowi nie mogło się nie udać.

Efekt domina

Założyliśmy spółkę rodzinną o mało mówiącej nazwie Przedsiębiorstwo Handlu, Usług, Wytwórczości i Szkolenia EMAKS. Zaczęło się od lokalu po Orbisie, który wycofał się z Karpacza. Było to w 1990 roku. Rodzina Segietów wygrała przetarg na to biuro, ponieważ zagwarantowała prowadzenie sprzedaży biletów kolejowych. Robić to może tylko wykwalifikowany kasjer i dlatego pani Ewa zrobiła odpowiedni kurs i uzyskała uprawnienia. Segietowie założyli biuro turystyczne: Sami produkowaliśmy kartki pocztowe, mapy, foldery, przewodniki. Kompletnie nic nie było. Trudno w to uwierzyć, ale kartek z Karpacza nie było, totalna plaża. Z Czech przywoziliśmy pamiątki i naklejaliśmy polskie napisy. A kiedy kiosk Ruchu wyprzedawał swój towar, kupiliśmy wszystko, co się dało, żeby turyści przyjeżdżający w góry mogli się u nas zaopatrzyć w różne drobiazgi. Biuro zajmowało się również wyrabianiem paszportów, zawieraniem umów ubezpieczeniowych i wymianą walut. Wszystko dlatego, że kiedy zaszła potrzeba, pani Ewa zdobywała kolejny potrzebny certyfikat.

W 1992 roku Rodzina Segietów kupiła księgarnię usytuowaną tuż obok biura. Kiedy remontowali ten lokal, wielu mieszkańców Karpacza uważało, że na pewno powstanie następny sklep monopolowy, bo to wówczas przynosiło zyski, ale księgarnia była tutaj od zawsze, jedyna w Karpaczu, nie chcieli jej likwidować. Księgarnią zarządza mąż pani Ewy – Krzysztof Kilan.

Niedługo później przyszedł czas na „Szczyt” – ośrodek wczasowy położony w pobliżu Kościółka Wang na szlaku prowadzącym na Śnieżkę. Najpierw dzierżawili „Szczyt” od firmy Hydroster z Gdańska, a gdy firma zaczęła wyprzedawać swój majątek, kupili ośrodek. To było w 1996 roku. Podczas ferii zimowych i letnich wakacji przyjmowano kolonie. Na raz przyjeżdżała setka dzieci. Czułam się odpowiedzialna i nigdy nie spałam spokojnie – wspomina pani Ewa. – Tym bardziej że „Szczyt” czasy swojej świetności miał już za sobą. Wymagał generalnego remontu i dostosowania do nowoczesnych standardów. Wykonaliśmy projekt przebudowy i zagospodarowania całego zbocza, ale nie chcemy już tego robić. Zdecydowaliśmy się zrezygnować z tej inwestycji i żyć w mniejszym stresie.

Kiedy jednak w budynku przy głównej ulicy Karpacza, w tym samym, w którym mieszczą się biuro i księgarnia, kolejny lokal został wystawiony na sprzedaż, nie zastanawiali się ani chwili. Postanowili założyć elegancką, włoską kawiarnię. Lody uwielbiam. Pomysł zrodził się podczas wizyty w kawiarnio-lodziarni w Warszawie. Pięknie skomponowane desery, aromatyczna kawa, smakowite lody, zapragnęłam to mieć w Karpaczu – wspomina pani Ewa. Na kawiarnianej półce w centralnym miejscu stoi podarowany Szefowej, przez załogę kawiarni, kielich z napisem BOSS mieszczący 12 gałek lodów. Musiałam mu sprostać. Wszystkie trzy działalności – biuro, księgarnia i kawiarnia są urządzone w jednym klasycznym klimacie.

Rysa

O tym, że trzeba cieszyć się życiem, bo jest bardzo krótkie, uczył swoje dzieci ojciec Ewy Segiet-Kilan. Zginął w 1998 roku z rąk bandytów, którzy napadli na kantor wymiany walut w biurze. Był najukochańszym dziadkiem sześciorga wnucząt.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 204