Rzeczpospolita Polska

Wiesław Kamyczek


 

wieslaw_kamyczek

Wiesław Kamyczek ukończył studia w 1981 roku na Wydziale Rolniczym na specjalizacji z ekologii i ochrony środowiska u prof. Jerzego Fabiszewskiego w Instytucie Botaniki. Już na pierwszym roku studiów zorganizował Studenckie Koło Naukowe Ekologów i został jego pierwszym prezesem. Na te studia przyszedł z pasji, interesowało go rolnictwo i botanika, udzielał się społecznie, brał udział w obozach naukowych, a później w sejmikach studenckich. Wyjeżdżaliśmy w Góry Izerskie i badaliśmy torfowiska dla prof. Tołpy – wspomina pan Wiesław. – Kotlina Kłodzka też niejednokrotnie była naszym celem, i naukowym, i czysto turystycznym.

Rolnicze początki

Pochodził z Ziębic, gdzie jego rodzice prowadzili gospodarstwo rolne, ogrodniczo- warzywnicze, dość nowoczesne. To była tzw. prywatna inicjatywa. Pan Wiesław reportaż Pomysł na życie po UP we Wrocławiu wrócił ze studiów z własnym pomysłem – założył z żoną Ewą, z którą notabene znał się od dziecka – hodowlę storczyków. Interesował się tymi kwiatami już na studiach, należąc do koła miłośników storczyków przy Ogrodzie Botanicznym. Na 12 ha dobrej ziemi prowadzili też uprawy warzyw. Ich największym hitem było eksportowanie do Szwecji sałaty lodowej i kapusty pekińskiej. Tradycja rodzinna i odpowiednie wykształcenie dawały dobre podstawy. W latach 80. i na początku 90. nie było jednak – jak wspomina pan Wiesław – korzystnych uregulowań prawnych, które umożliwiałyby swobodny eksport. Nie mógł sam zawierać długoterminowych umów z zagranicznym partnerem, pośrednikiem handlowym musiała być firma państwowa, z którą dzielił się zyskami pół na pół. To było frustrujące, a zagranicznego kontrahenta nie udało się utrzymać przy niepewnych zasadach.

O tym, jak Czesi zapłacili wyciągiem

Postanowiliśmy zrezygnować z rolnictwa na rzecz turystyki w dniu, w którym sprzedaliśmy ogórki Czechom, a oni nie mieli pieniędzy i zapłacili nam wyciągiem narciarskim. Nowym, nigdy nie używanym. To było w 1992 roku. A skoro już mieliśmy wyciąg, to trzeba było kupić górę i gdzieś go ustawić, żeby się nie zmarnował – wspomina pan Wiesław i dodaje, że wyciąg świetnie sprawdza się do dziś. Wtedy jeszcze turystyka wyglądała zupełnie inaczej, nie rozwijała się, ale państwo Kamyczkowie widzieli perspektywy. Państwowe firmy dysponowały własnymi domami wczasowymi i ludzie korzystali z możliwości socjalnych, jakie dawały im przedsiębiorstwa, w których pracowali. Dopiero po przewrocie, gdy znakomita większość firm wyzbyła się swoich ośrodków, ludzie zaczęli sami organizować sobie urlopy i szukać miejsc na własną rękę.

Szefowej nie ma w domu

Kiedy dzwoni telefon w sprawach rezerwacji miejsc, pan Kamyczek spokojnie informuje, że szefowej nie ma, ale będzie później. Oczywiście nie dodaje wcale, że ta szefowa to jego prywatna żona. Pani Ewa Kamyczek ukończyła ekonomikę organizacji turystyki, formalnie na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu (dzisiejszym Uniwersytecie Ekonomicznym), ale w rzeczywistości w Bułgarii w Warnie, ponieważ wygrała olimpiadę z języka rosyjskiego i zagraniczne studia były nagrodą. Po studiach wróciła, żeby zostać panią Kamyczkową, ponieważ to zostało ustalone już w piaskownicy i trwa od 27 lat.

Spodobał nam się Zieleniec, chociaż zima trwa tu długo, a lato jest krótkie. Mamy 30 ha ziemi – mówi pan Wiesław. Jest to ziemia rolnicza, na której Kamyczkowie produkują siano ekologiczne, przetwarzane później na biomasę i ostatecznie brykiet. Opalają tym wszystkie swoje zabudowania. Bazę turystyczną stanowią dwa budynki. W jednym – Mieszko I – jest 50 miejsc noclegowych, w drugim – 10 miejsc, przedszkole i szkoła narciarska, poza tym kilka wyciągów. Kotlina Kłodzka jest bardzo atrakcyjna, blisko stąd do Czech, można sobie zorganizować wyjazd do Pragi. Próbowaliśmy trzymać konie, ale chociaż miały przygotowane piękne pastwisko, nie wychodziły ze stajni, nachylenia terenu nie sprzyjają hodowli – opowiada pan Wiesław. Miejsce sprzyja natomiast działalności społecznej. Funkcjonuje tu Stowarzyszenie Zieleniec, które zrzesza wszystkie (ok. 50) podmioty gospodarcze na terenie Zieleńca i prowadzi wspólną politykę turystyczną. Propagujemy rozwój regionalnej tradycji, mamy swoje stroje góralskie, integrujemy się, wspólnie organizujemy imprezy, np. Festyn św. Anny, dbamy o reklamę i pozyskujemy sponsorów. To duże przedsięwzięcie, ale warto mu się poświęcać – opowiada założyciel SKN Ekologów na uczelni i przewodniczący rady uczelnianej Wiesław Kamyczek.

Po studiach pan Kamyczek utrzymywał kontakty z uczelnią, a od kiedy istnieje SAAR (obecnie SAUP) należy do Stowarzyszenia i regularnie organizuje u siebie spotkania jego członków. Państwo Kamyczkowie mają troje dzieci i, jak dotąd, jedną wnuczkę.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 204