Rzeczpospolita Polska

Piotr Śnigucki


 

 piotr_snigucki

Piotr Śnigucki ukończył Wydział Zootechniczny w 1986 r., a od ponad 10 lat jest szefem Dolnośląskiego Zespołu Parków Krajobrazowych. Zawodowo zajmuje się zarządzaniem parkami a prywatną jego pasją jest fotografowanie przyrody.

Jak pan Śnigucki dostał dwóję z chemii

W moich czasach mówiło się, żartem, że studiuje się na uniwerku, zakuwa się na Politechnice, a u nas się uczy, ale pamiętam, że tej nauki było naprawdę dużo – wspomina pan Śnigucki. Interesował się rybami, ale rybactwo można było studiować tylko w Szczecinie, a jego rodzina mieszkała we Wrocławiu. Zdecydował się więc na zootechnikę i od pierwszego roku studiów działał w kole naukowym ichtiologów u pani prof. Elżbiety Szulkowskiej-Wojaczek, słuchał wykładów prof. Mariana Stangenberga. Pracę pisał w Katedrze Limnologii i Rybactwa z zawartości metali ciężkich w bezkręgowcach. Badał ochotki. – Nie było to łatwe, bo jesienią i zimą musiałem płukać muł i wyciągać po dwa gramy tych ochotków. Uczęszczał też na wszystkie fakultatywne zajęcia. – Wszystko mnie interesowało: pszczoły, futerka, ryby, łowiectwo… – opowiada.

Pamięta, jak dostał pierwszą dwóję, to było z chemii. Przyszedł pierwszy raz na zajęcia w pierwszy dzień, został przepytany i dostał dwóję. – Wyjaśniam, że to pierwszy dzień, a prowadzący odpowiada, że to nie przedszkole, a tematy wisiały od wczoraj, następnym razem będzie Pan wiedział. To mnie natychmiast nauczyło, że studia wymagają samodzielności, że tutaj jest się dorosłym. Ostatecznie z chemii miałem 4+. Dzisiaj, jak zauważa pan Piotr, warunki studiowania są zupełnie inne. W jego, nieodległych przecież czasach, nierzadko w ciągu dnia grupa miała zajęcia w pięciu różnych miejscach Wrocławia i to od rana do wieczora.

Historyczne tło

Piotr Śnigucki rozpoczął studia w październiku 1981 r., a w grudniu wybuchł stan wojenny. Dzieci zapamiętały brak Teleranka, a studenci brak pierwszej sesji. Wszystkie egzaminy zostały skumulowane w drugiej, pod koniec roku. W sumie na zootechnice było ich chyba z osiem i to – jak wspomina Śnigucki – całkiem sporych, np. chemia i biochemia. – Książkę prof. Karpiaka znałem na pamięć. Nie wszyscy to udźwignęli, w mojej grupie było z 7 mężczyzn, a po pierwszym roku zostałem tylko ja. Sprawa była o tyle nieprzyjemna, że chłopaków natychmiast przechwytywało wojsko. Wydział Zootechniczny rozpoczynały setki studentów, bardzo był na topie na początku lat osiemdziesiątych, ponieważ na absolwentów czekała praca i nierzadko razem z mieszkaniem. Akurat, kiedy pan Piotr kończył studia, pegeery upadały i skończyła się koniunktura.

Poza nauką uwielbiał gać na gitarze i tańczyć, a każde wakacje spędzał nad jeziorem Charzykowskim, gdzie Katedra Limnologii i Rybactwa miała stację badawczą. Przez całe studia pracował w Student Service i wraz z kolegami sprzątali szpital na Rytgiera. – Wymagało to samozaparcia, ponieważ praca była po południu i w nocy, a rano szliśmy na zajęcia. Przez tę moją grupę przewinęło się w sumie z 70 osób.

Dorosłość

Zaraz po studiach Piotr Śnigucki rozpoczął pracę w Okręgowej Stacji Hodowli Zwierząt we Wrocławiu. Odpowiadał za gromadzenie danych dotyczących oceny krów, była to praca w biurze przy komputerze. Zdecydował się na zmianę, gdy zaoferowano mu pracę w Almaturze, najpierw w charakterze kierownika działu zagranicznego, później zastępcy dyrektora. Gdy Urząd Wojewódzki szukał specjalistów do Wydziału Środowiska, Piotr Śnigucki zatrudnił się jako inspektor ds. rolnictwa i łowiectwa.

W 1997 r., kiedy zaczęły być tworzone struktury parku krajobrazowego Dolnego Śląska, wystartowałem w konkursie i zostałem dyrektorem Wrocławskiego Zespołu Parków Krajobrazowych, było to duże wyzwanie – opowiada pan Piotr – ponieważ w tym czasie wojewoda podjął decyzje o przejęciu całego kombinatu Stawy Milickie. Wielka instytucja została podłączona do Ślężańskiego Parku Krajobrazowego, gdzie pracowały jedynie 4 osoby. Ten stan rzeczy trwał do 2000 r., do nowego podziału administracyjnego kraju, gdy powstało województwo dolnośląskie. Wojewoda powołał mnie na szefa Dolnośląskich Parków Krajobrazowych. Jeden z parków był ponadregionalny, to Park Krajobrazowy Dolina Baryczy, należący częściowo do województwa wielkopolskiego, dyrektora tego parku mianuje minister. – Najpierw byliśmy jednostką podległą wojewodzie, obecnie podlegamy sejmikowi województwa, to ok. 206 tys. km2, a wraz z otulinami ok. 280 tys. km2.

Jak masz coś robić, rób dobrze albo wcale

Tak mawiał dziadek Śniguckiego i pan Piotr pamięta o tej zasadzie. Udało mu się, jako dyrektorowi Dolnośląskich Parków Krajobrazowych, przejąć, przy dużym zaufaniu starosty polkowickiego, były poligon poradziecki w bezpośredni zarząd. Wraz z zespołem stworzyli tam użytek ekologiczny – dostali 1800 ha, przemkowskie bagna, teren całkowicie zarośnięty i zaniedbany, postanowili pokazać, że można wprowadzić czynną ochronę przyrody. Był rok 2002, Polska jeszcze nie należała do Unii Europejskiej i o żadne fundusze nie można było się ubiegać. Celem było przywrócenie tym terenom łąk i pastwisk, czyli stanu sprzed II wojny światowej, kiedy to mieszkało tam dużo różnych gatunków ptaków.

Najpierw – wspomina pan Śnigucki – teren został wykarczowany. Zdobyliśmy dotację na aktywizację zawodową zamieszkującej tam mniejszości romskiej, gdzie bezrobocie sięgało do 30%. To Romowie wykonali tę najcięższą robotę, a ze Stowarzyszeniem współpracujemy do dziś. Później wpadliśmy na pomysł, jak pozbyć się rosnącej tam trzciny.

Przekonali grupę rolników, producentów bydła mięsnego, żeby wypasali swoje stada na tej ziemi. Przywożono ok. 700 sztuk bydła, które żyło na tym terenie od wczesnej wiosny do późnej jesieni, przy okazji doprowadzając go w naturalny sposób do pożądanego stanu. Udało się im też sprowadzić stada owcy wrzosówki. – Gdy weszliśmy do Unii – opowiada pan Piotr – uzyskaliśmy tytuł rolnika i tym samym dopłaty, które przeznaczyliśmy na melioracje i szlaki komunikacyjne, żeby nam już rzeka Kaczawa nie zalewała tych terenów. Prace trwały kilka dobrych lat. Obecnie, dzięki uzyskanym dotacjom, mają swoje maszyny – traktor, wykaszarki, przetrząsarki, wyrabiają biomasę, którą sprzedają, prowadzą programy edukacyjne.

Czy widać efekty? W 2011 roku Dolnośląski Zespół Parków Krajobrazowych został uhonorowany tytułem „Lidera Polskiej Ekologii” w kategorii przedsiębiorstwo, przyznawanym przez Ministra Środowiska. W lutym tego roku został laureatem XIII Edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni Środowisku” w kategorii Promotor Ekologii, odbywającego się pod patronatem Prezydenta RP. Najważniejsze jest jednak to, że na tereny przemkowskich bagien, łąk i pastwisk wracają ptaki, których od lat tam nie było.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 208