Rzeczpospolita Polska

Stanisław Winiarz


 

stanislaw_winiarz

Stanisław Winiarz wita nas słowami „dla mnie nie ma rzeczy nie do naprawienia” i zaraz dodaje z uśmiechem: „to znaczy w Kosmosie może są, ale w rolnictwie na pewno nie”. Za chwilę to zresztą udowodni. Pan Winiarz ukończył mechanizację rolnictwa w 1992 roku, ale gospodarstwo przejął od rodziców pięć lat wcześniej – w 1987 r. Było to wtedy 16 ha, dzisiaj to 220, z czego ok. 150 własnych. Na polach sieje rzepak, pszenicę, jęczmień, buraki i kukurydzę.

Dlaczego krawędzie łanów są istotne?

Do pana Stanisława Winiarza jedziemy we trójkę. Oprócz piszącej te słowa pan prof. Jerzy Bieniek i pan Łukasz Konarski, współtwórca prototypu urządzenia elektronicznego, które zamontowane na kombajnie pozwoli tak sterować maszyną, aby nie pozostawiała nieskoszonych pasów.

Z kombajnami jest bowiem taki problem, że albo część zespołu żniwnego jest niewykorzystana, ponieważ zajeżdża na już skoszony teren, albo – przeciwnie – pozostawia nieskoszone pasy, co w efekcie wydłuża czas pracy i dodatkowo eksploatuje maszynę. Urządzenie oparte jest na kamerze, która wykrywa i naprowadza kombajn na odpowiednie miejsce. Łukasz Konarski jest absolwentem Politechniki Wrocławskiej i współwłaścicielem firmy AgriData, zajmującej się projektowaniem i produkcją elektronicznych urządzeń sterujących i monitorujących dla rolnictwa. Poznali się z prof. Bieńkiem poprzez Wrocławskie Centrum Transferu Technologii. Zadaniem profesora z naszej uczelni jest udzielanie naukowego wsparcia przy realizacji i testowaniu urządzenia.

Właśnie w sprawie tych testów jedziemy do pana Winiarza. Pan Konarski chciałby zaproponować rolnikowi, aby tego lata, podczas żniw testował prototyp, dzięki czemu w praktyce uda się sprawdzić możliwości montowania i kompatybilność współpracy z kombajnem.

Jeśli uda się zrobić testy w tym roku i usunąć wszystkie mankamenty – mówi Łukasz Konarski – to w przyszłym sezonie moglibyśmy urządzenie oferować w sprzedaży.

Panu Stanisławowi Winiarzowi to się podoba, ponieważ akurat pomysłodawca trafił na pomysłodawcę.

Zróbmy to, czego nikt nie spróbował

Gdy gwarancja się kończy, wtedy niejeden użytkownik miota brzydkie słowa pod nosem. Ale nie pan Stanisław Winiarz, ponieważ on z całą twórczą fantazją, popartą sporą wiedzą, zabiera się wtedy za poprawianie producenta. Na podwórku nie ma ani jednej rzeczy, której by nie usprawnił.

Wymyśliłem zbiornik, który sam waży zboże pobierane z silosu, zanim zostanie ono wsypane do transportu – pan Winiarz opowiada, demonstrując ogromną, stalową konstrukcję na podwórzu. – Wymyśliłem też system, który umożliwia samoobsługę. Do przyczepy nie poleci więcej niż ktoś zamówił, a nie muszę asystować przy całej operacji. Dzięki temu uzyskał dodatkowy zbiornik, który przechowuje mu określoną partię wysuszonego zboża na wypadek, gdyby spóźnił się transport, co akurat zdarza się często w gorączce żniw.

Inny przykład jego nadzwyczajnej pomysłowości to stary rozrzutnik obornika krowiego, do którego zamontował ślimak, który zbiera obornik do środka i wyrzuca na dwa talerze o określonej średnicy z zamontowanymi kątownikami, dzięki którym obornik rozprowadzany jest równomiernie. Całość napędzana z WOM-u.

A tu zwiększyłem rozpiętość opryskiwacza – wskazuje na maszynę o kształtach i przeznaczeniu znanym tylko fachowcom.

Jestem ciągle w pracy

Jeśli wybierasz pracę, która jest hobby, to się nie czuje zniechęcenia – zapewnia mnie pan Winiarz. A ja dodatkowo stwierdzam, że jego bycie w pracy jest jednocześnie byciem w domu i przy rodzinie. Tatę (lat 87) zastaliśmy przy naprawie ciągnika – to on zaszczepił w synu bakcyla modernizacji, a mamę (lat 86) krzątającą się po podwórzu – jeszcze 10 lat temu, to ona sprawdzała poziom elektrolitów w akumulatorach. Miła pani domu, Sylwia, pilnuje dwóch smyków – starszy (7 lat) pasjonuje się informatyką, a młodszy (5 lat) najwyraźniej będzie specjalistą od remontów silników.

Przypadek – nie przypadek

Trudno uwierzyć, kiedy pan Stanisław twierdzi, że znalazł się na Akademii Rolniczej przypadkiem. Ukończył słynną szkołę średnią na Praczach we Wrocławiu. Tam nauczyciele zarazili go miłością do techniki i – jak dziś wspomina – dzięki tej szkole zdecydował się na zdobywanie wyższego wykształcenia. Na drugim miejscu wygrał olimpiadę centralną w Warszawie z mechanizacji rolnictwa, co dało mu prawo do wyboru uczelni i do indeksu bez egzaminów.

Rozpoczynając Wydział Rolniczy, Winiarz był już właścicielem gospodarstwa. – Wykładowcy na ogół rozumieli, że w październiku mam robotę w polu. Pamięta do dziś, jak popadł w niełaskę u mgr. Mikuły od rysunku technicznego, bo zapomniał zeszytu do ćwiczeń a w nim projektu.

Kiedy pytam pana Winiarza, czego się nauczył, odpowiada: – Studiowanie nauczyło mnie, skąd się pewne problemy biorą. Nauczyło mnie szukania. Wiem, co to są naprężenia, rozkład sił. Dzięki studiom nie jestem tylko warsztatowcem, widzę ideę.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 209