Rzeczpospolita Polska

Marian i Mariola Gwiazdowie


 

mariola_i_marian_gwiazdowie

Marian Gwiazda i jego żona Mariola znali się już od szkoły podstawowej, ponownie spotkali się na studiach i razem ukończyli mechanizację na Wydziale Rolniczym w 1979 roku. Od 33 lat mieszkają w Chojnowie. Obecnie pan Marian gospodaruje na swoim gospodarstwie „Agroset” w Osetnicy na 670 ha a jego syn Grzegorz (również absolwent UP we Wrocławiu) na 134 ha.

Kiedy zajeżdżamy do jego gospodarstwa, rozpościera się widok na stylowe, folwarczne zabudowania. To miejsce ma niewątpliwie przedwojenną tradycję. Pan Gwiazda wspomina zresztą, że rodzina jednego z jego pracowników o niemieckich korzeniach pracuje tu od wielu pokoleń.

Wspólne studia

Marian i Mariola Gwiazdowie rozpoczęli studia w 1974 roku. Oboje pochodzili z Wrocławia, a pola widzieli tylko tyle, co na wakacjach i na działce rodziców. Pan Gwiazda ukończył technikum samochodowe, podobnie jak jedna czwarta jego roku. – Gdyby rok wcześniej nie zlikwidowano Wydziału Silników Spalinowych na Politechnice Łódzkiej, pewnie tam bym się znalazł, ale zlikwidowali. Ostatecznie wybrał Wydział Rolniczy, który wydawał mu się interdyscyplinarny i zwyczajnie ciekawszy niż mechanika na politechnice. Chciał studiować z kolegami, no i wykładowcy na uczelni okazali się bardzo fajni.

Groźnego Jana Bogdanowicza wspomina jako obiektywnego i sprawiedliwego, prof. Jana Aleksandrowskiego, który uczył silników i pojazdów spalinowych, jako ciepłego, życzliwego i elokwentnego. Nosił on ponoć szary sweterek, który ciągle mu się podwijał na wydatnym brzuszku. Z uśmiechem wspomina obronę swojej pracy magisterskiej. Spóźnił się o jeden dzień, zwyczajnie pomylił daty. Panie w dziekanacie załamały ręce, ale reperkusji nie było, zaliczył na pięć, a promotorem był wspomniany prof. Bogdanowicz.

Wspólna praca

Gwiazdowie pobrali się na studiach i zaraz po ich ukończeniu rozpoczęli staż w powstałym rok wcześniej Wojewódzkim Ośrodku Postępu Rolniczego (WOPR) w Piotrowicach. Chętnym do pracy dawano mieszkania, co było w tamtych czasach ogromną zachętą. Po stażu pan Marian otrzymał stanowisko mechanizatora w należącym do WOPR-u Zakładzie Produkcyjno-Dydaktycznym w Osetnicy.

Pani Mariola została nauczycielem mechanizacji rolnictwa w Zespole Szkół Rolniczych w Chojnowie, współpracującym z ZP-D Osetnica, główną bazą szkoleniową dla uczniów. Organizowano tam większość zajęć praktycznych i praktyk dla uczniów technikum rolniczego i hodowlanego, a także praktyki studenckie.

Pan Marian wspomina, że dopiero tu zobaczył, jak wygląda prawdziwe rolnictwo. Około 1200 ha gospodarstwo zatrudniało 120 pracowników, miało 1500 sztuk bydła, tyle samo trzody chlewnej, 40 ciągników, kilka kombajnów. Maszyn – całe mnóstwo.

Wszystko, co było wyprodukowane w demoludach (czyli w krajach komunistycznych), stało u nas.

Stało na przykład – jak wspomina pan Gwiazda – kilkadziesiąt różnych przyczep, z czego większość niesprawnych, bo każda miała inny rozstaw szpilek, inną piastę, obręcz, obrotnicę. Z tych kilkudziesięciu przyczep nie można było zrobić jednej, bez prac kowalsko-ślusarskich i kombinowania.

Młodziutki absolwent mechanizacji zajął się parkiem maszynowym: zaczął wyprzedawać niepotrzebne maszyny. Wspomina, że w ciągu roku robił czasem kilkadziesiąt kapitalnych remontów silników. A było to w czasach, kiedy ogromnym problemem było zdobycie jakichkolwiek części zamiennych.

Jeździłem po okolicy i wiedziałem, co u jakiego sąsiada leżało na półce. Bo każdy, gdy gdzieś jechał, to przywoził samochód wypełniony czymś niepotrzebnym. Tak na wszelki wypadek. Później się okazywało, że sąsiad bardzo tego potrzebuje.

Sam przywoził na przykład tysiąc pierścieni, chociaż potrzebował tylko dwudziestu, ale wiedział, że zaraz wymieni je za coś innego u sąsiada. Oficjalnie niczego nie było, niczego normalnie nie można było dostać, ale jakoś ktoś coś gdzieś kupował. Taka była wówczas gospodarka – nakazowa, wszystko było na przydziały, talony przydzielane albo „załatwiane” z Warszawy.

Pan Gwiazda był mechanizatorem aż do roku 1989, gdy ogłoszono konkurs na dyrektora WOPR i on do tego konkursu przystąpił. Wówczas przegrał ze swoim konkurentem, ale zaproponowano mu funkcję dyrektora zakładu w Osetnicy. Potem, gdy likwidowano WOPR w Osetnicy, jego zadaniem było przeprowadzenie procedury likwidacji. Po przekazaniu majątku do agencji został tymczasowym zarządcą, a później, po powołaniu spółki cywilnej, przystąpił do konkursu i przejął w dzierżawę gospodarstwo od agencji. To było w 1994 r.

Jak Gwiazda zakładał spółkę pracowniczą

Na początku lat 90. Gwiazda postanowił, że spróbuje się sprywatyzować. Zaprosił wszystkich pracowników na zebranie i zaproponował utworzenie spółki. Punktem wyjścia był warunek, że otrzyma 51 procent udziałów, ponieważ – jak wyjaśniał – musi mieć możliwość racjonalnego i skutecznego zarządzania produkcją, reszta zaś przypadnie pracownikom.

Ludzie przemyśleli i na następnym spotkaniu usłyszałem: „Tak, to nie będzie. Wszyscy mamy mieć po równo”. Ale wy – tłumaczyłem – nie zabezpieczacie prawidłowości funkcjonowania tej firmy, ktoś musi zarządzać Zasugerował więc inny wariant: dwie zaproponowane przez niego osoby spośród pracowników będą miały po 10 procent, on 31, a reszta przypadnie pozostałym. Po dwóch miesiącach na kolejnym zebraniu usłyszał: „Tak to nie będzie. A oni są lepsi od nas? Wszyscy po równo albo pana pierwsza propozycja”.

Skoro ustalili udział procentowy w majątku, Gwiazda poinformował pracowników o wysokości ich wkładu na zawiązanie spółki i na wadium w związku z przystąpieniem do przetargu na dzierżawę. W sumie były to spore kwoty i chęć załogi do tworzenia spółki w tym momencie zgasła. Gwiazda ostatecznie uznał, że tu nic się nie da zrobić i założył spółkę cywilną ze swoją księgową.

W 2007 r. nastąpiło rozwiązanie spółki w związku z przejściem wspólnika na emeryturę. Obecnie gospodarstwo prowadzi wspólnie z synem.

Szkolny epizod

Na początku kariery zawodowej przez sześć lat Marian Gwiazda podjął dodatkową pracę w wieczorowym i zaocznym technikum rolniczym. Uczył doradztwa rolniczego i mechanizacji. Tę pałeczkę przejęła jego żona, Mariola, dla której nauczanie stało się podstawowym zajęciem.

Byliśmy wtedy tacy młodzi, a życie wtedy było piękne – podsumowuje pan Marian.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 209