Rzeczpospolita Polska

Tadeusz Mielnicki


 

elzbieta_i_tadeusz_mielniccy

Pan Tadeusz Mielnicki z rodziną przyjechał do Goli Górowskiej z Zamojszczyzny, chodził wtedy do 5 klasy szkoły podstawowej. Gola znajduje się kilka kilometrów od Góry, która wówczas należała do województwa leszczyńskiego, a dziś do dolnośląskiego. Dom, w którym rozmawiamy, zbudował własnymi rękami, ze szwagrem i teściem. Sam wyrabiał betonowe bloczki. To było w 1983 roku, dwa lata po ślubie z panią Elżbietą, także absolwentką Akademii Rolniczej.

Zapach pierogów z jagodami

W obejściu wita nas gospodarz i uśmiechnięta pani domu w fartuszku obiecująco posypanym mąką. Uświadamiam sobie, że urok wsi polega na tym, że zwykle w pobliżu jest las, a właśnie rozpoczął się sezon na jagody.

Tuż po wojnie władze na tych ziemiach eksperymentowały z założeniem kołchozu na wzór radziecki, ale twór przetrwał zaledwie do śmierci Stalina. Wówczas podzielono majątek pomiędzy mieszkańców, każda rodzina dostała po 9 ha. Mielniccy także. Pan Tadeusz miał trzech braci, a do roboty były jeszcze dwa konie.

Studia i studio

Ukończył to samo technikum na Praczach, co pan Stanisław Winiarz i w 1974 r. rozpoczął studia. Mieszkał najpierw na stancji na Brochowie a później w DS Labirynt jako tzw. oficjalny walet.

Jako student cenił sobie wykłady z filozofii u prof. Radziwolskiego. Pamięta też, że prof. Mejera, wykładowcę ze Szwajcarii, nazywali z kolegami „Motylem”, bo charakterystycznie machał rękami, objaśniając zawiłości chemii.

Na egzamin z fizyki przyszedł niechcący o dzień za wcześnie i koledzy wciągnęli go do środka. Zdał, bo był dobry.

Niezwykły był prof. Orłowski z mechaniki, który nigdy nie notował, na czym skończył wykład, nawet gdy rozwiązał tylko połowę zadania. Ale w następnym tygodniu, paląc fajeczkę, zawsze zaczynał we właściwym miejscu. – Byłem jednym z nielicznych, którzy mieli u niego czwórkę, studenci pokazywali mnie sobie – opowiada dziś pan Tadeusz i wspomina, że tenże Orłowski dwóję wpisywał maleńką w górnym rogu indeksu „Żeby mamusia nie widziała. To tylko Ty wiesz i ja”. A o prof. Bryku śpiewali piosenki. Był straszną kosą, ale Mielnicki zdał u niego maszyny na pięć.

Poza studiami było i studio. radiowe, w DS Labirynt. Pan Tadeusz był operatorem dźwięku, zajmował się sprzętem. Było to Studenckie Radio Nad Odrą, którego zasięg obejmował cztery akademiki. Codziennie można było wysłuchać uczelnianych wiadomości, raz w tygodniu koncertu życzeń i Trzeciego Programu Polskiego Radia. Po kryjomu nagrywali występy Kabaretu „Elita”, które później puszczali w studenckim radiu. Oficjalnie było to zakazane, ponieważ kabaret miał odważne, niecenzuralne programy.

Zamiłowanie do muzyki i rozrywki pozostało na dłużej. Specjalistą od przygotowania dyskoteki w wiejskim klubie był niezmiennie Tadeusz Mielnicki. Pani Elżbieta dopowiada, że wszyscy doceniali jego talent.

Na swoim

Pan Mielnicki studia ukończył w 1979 roku i rodzice przepisali mu gospodarstwo. Było to wówczas około ponad 17 ha, a dziś liczy około 60 plus około 10 dzierżawy.

Zanim jednak na nim osiadł, przepracował trzy lata w PGR w Naratowie, czyli niedaleko domu. – Spełniałem się tam jako mechanizator – opowiada. – Remontowałem te wszystkie złomy, które się zepsuły i nikt ich nie używał całymi latami.

Odszedł, kiedy zaczęli budować dom. Na swoich polach uprawiają rzepak, buraki i zboża. Hodują też trzodę chlewną. Bywało, że trzymali 25 macior, ale dziś tylko 8 – ze względu na wysokie ceny zbóż. W ciągu roku sprzedają kilkadziesiąt tuczników.

Teraz nadszedł czas na następne pokolenie. Najmłodszy syn Marek w zeszłym roku przejął gospodarstwo, studiując jednocześnie na Uniwersytecie Przyrodniczym na Wydziale Przy- rodniczo-Technologicznym. Starszy syn ukończył Wydział Elektroniczny na Politechnice Wrocławskiej, mieszka i pracuje we Wrocławiu.

***

Pan z laptopem

Współczesny rolnik ma dwa oblicza. Jedno doskonale znamy – w zasadzie od tego z obrazów Chełmońskiego niewiele się różni. Rolnik po prostu musi słyszeć wołanie swojej ziemi, kochać ją i wzruszać się jej pięknem. Przy okazji musi mieć specyficznie wybrudzone dłonie i wyświechtane spodnie, bo bez tego nie da się pracować. Drugie oblicze istnieje od niedawna i chyba jeszcze nie zostało utrwalone w malarstwie – to pan z laptopem i on-line. Współczesny rolnik musi dziś znać matematykę, fizykę, sprawnie obsługiwać komputer i bezprzewodowy terminal.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 209