Rzeczpospolita Polska

Mateusz Baran


 

mateusz_baran

Mateusz Baran to też absolwent z rocznika 2009, z Krzysztofem Sośnicą znają się bardzo dobrze, a odległość – dzięki współczesnej technice – nie przeszkadza w komunikacji. Pan Mateusz od zeszłego roku pracuje w Polskiej Stacji Polarnej na Spitsbergenie, pozostanie tu przez 14 miesięcy, wykonując pomiary na lodowcach i pomiary przemieszczeń pionowych instalacji i budowli w okolicy Stacji Polarnej. W kraju firmy czekają na jego powrót – ma już kilka propozycji.

Gdzie diabeł mówi dobranoc

Pan Mateusz mieszka teraz – jak sam mówi – na ziemi niczyjej, czyli należącej do wszystkich, ale mieszczącej się w granicach Norwegii. Konkretnie nad Zatoką Białego Niedźwiedzia (Isbj0rnhamna) niedaleko ujścia fiordu Hornsund, na wyspie Spitsbergen Zachodni w archipelagu Spitsbergen (Svalbard). To już prawie na biegunie, na 77 równoleżniku. Tutajod 1957 r. działa Stacja Polarna Instytutu Geofizyki PolskiejAkademii Nauk. Jest to najdalejna północ wysunięta polska placówka naukowa, prowadząca całoroczną działalność. Cały obszar to Park Narodowy, a Stacja Polarna znajduje się w ścisłym rezerwacie. Bez specjalnego pozwolenia gubernatora nikt nie może tu przebywać.

Łączność ze światem jest tylko satelitarna, helikopter przylatuje jedynie w sytuacjach awaryjnych. Zakupy w sklepie nie wchodzą w rachubę, ponieważ zaopatrzenie przypływa dwa razy do roku statkiem.

Za to przyroda jest urzekająca i niedźwiedzi bywa więcej niż ludzi.

Zadania

Pan Mateusz wykonuje pomiary na Lodowcu Hansa, raz na tydzień mierzy wyznaczony teren, ponieważ lodowiec się rusza dość szybko – jego przesunięcia mierzy się w metrach. Obsługuje również stacje meteo, wykonuje pomiary ablacji, czyli tygodniowy przyrost śniegu. Poza tym przy stacji raz na miesiąc pan Mateusz wykonuje niwelację precyzyjną i bada ruchy budowli technicznych, które się tu znajdują, ponieważ wszystko tu zimą zamarza, a latem odmarza. Oprócz monitoringu lodowca działa tutaj stacja sejsmiczna: – Obserwowaliśmy trzęsienie Ziemi w Japonii, prowadzimy pomiary magnetyczne oraz stały monitoring składu chemicznego wody w lodowcu. Poza tym zajmują się wszystkim, bo nie ma tu ludzi do pomocy: – Sami gotujemy, wykonujemy naprawy, pilnujemy obejścia.

Trzeba się umieć dogadywać. Ludzie mieszkają ze sobą na niewielkiej przestrzeni, non stop się widzą, zależą od siebie – to dobra szkoła.

Na zimowanie przyjeżdżają tu ośmioosobowe ekipy, tym razem pozostaje ich siedmioro. Dr Anna Kowalska – kierownik grupy – geolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, dwóch meteorologów, mechanik – bez niego – jak twierdzi Mateusz – życie byłoby niemożliwe, jest jeszcze magnetyk, koleżanka odpowiadająca za środowisko biotyczne i Mateusz Baran – specjalista do spraw środowiska abiotycznego. Dopiero latem zaludni się tu trochę bardziej, ponieważ stacja służy jako baza dla wypraw organizowanych przez różne instytuty naukowe oraz uczelnie polskie i zagraniczne, które realizują programy badawcze dotyczące rejonów polarnych.

Geodezja – tradycja rodzinna

Pan Mateusz Baran pochodzi z Opola. Jego ojciec jest geodetą po Akademii Rolniczej we Wrocławiu i mama, i dziadek, i wujek – połowa rodziny. Uczelnia jest naszą rodzinną sprawą. Kiedyś ojciec odwiedzał kolegów i zabrał mnie, żebym sobie obejrzał, jak tu jest. Spodobało mi się, złożyłem papiery. Mój dziadek miał szansę, żeby robić doktorat, w tej chwili siedziałby może z prof. Szerszeniem w jednym pokoju, bo to ten sam rocznik, ale po skończeniu studiów dostał nakaz pracy do jednego z PGR i wyjechał do Opola, na uczelnię już nie wrócił.

Przygoda ze Spitsbergenem zaczęła się od uczelni, a konkretnie od Ogólnopolskiego Klubu Studentów Geodezji, do którego należą studenci z instytutów geodezyjnych z całego kraju. Mateusz tam dowiedział się o działalności polskiej stacji polarnej i o tym, że wyprawa jest możliwa. Złożył aplikację. Miał się czym pochwalić w CV, bo działał aktywnie w Kole Naukowym Geodetów. Teraz opowiada mi, jak obiecał sobie, że dzięki geodezji zwiedzi świat: – Tak było. Dzięki uczestnictwu w kole naukowym zwiedzałem Europę od Sankt Petersburga po Walencję w Hiszpanii. Jeśli coś miałbym podpowiedzieć młodszym kolegom, to powinni popracować nad swoją motywacją, chcieć działać w samorządach, senacie. Uczelnia daje sporo, nie bardzo potrafimy z tego korzystać w pełni.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 203