Rzeczpospolita Polska

Marek Chmielewski i Jolanta Zarzeka


 

Pan Wójt i Pani Wicewójt

Spotykamy się tuż przed świętami Wielkiej Nocy w gabinecie pani prof. Aliny Wieliczko prorektor ds. współpracy z gospodarką i regionem. Wójt gminy Dzierżoniów Marek Chmielewski oraz zastępca wójta - pani Jolanta Zarzeka przyjechali, aby rozmawiać o współpracy z uczelnią. Obie strony wiedzą, że mogą dać sobie wiele. Pan wójt i pani wicewójt to absolwenci dwóch wydziałów Akademii Rolniczej we Wrocławiu rocznika 1981-1986.

Marek Chmielewski

Marek Chmielewski

Dłuższa historia znajomości

Marek Chmielewski i Jolanta Zarzeka są kolegami z jednej klasy. Ukończyli I Liceum Ogólnokształcące w Dzierżoniowie, klasę o profilu matematyczno-fizycznym. Podczas studiów na Akademii Rolniczej we Wrocławiu ich drogi nieco się rozeszły, ponieważ pani Zarzeka wybrała zootechnikę, a pan Chmielewski technologię żywności. Spotkali się ponownie w 2007 r. podczas wyborów samorządowych i od tamtej pory pracują razem. Oboje urodzili się w Dzierżoniowie i mieszkali tam do czasu ukończenia studiów. Następnie przenieśli się na teren gminy wiejskiej.

- Właściwie od szkoły podstawowej marzyłam o technikum rolniczym, ale moja mama uważała, że jednak powinnam ukończyć ogólniak i dopiero wtedy decydować o swoim profilu zawodowym. Ziarno we mnie zasiane w dzieciństwie kiełkowało, nie wahałam się w swoim wyborze studiów - wspomina dziś pani Jolanta Zarzeka, dodając: - Gdy wjeżdżaliśmy dzisiaj na parking uczelni ożyły we mnie wszystkie wspomnienia. Z czułością popatrzyłam na te ławki, na których wylegiwałam się ze skryptami w ręku, czekając na kolejne zajęcia. To był cudowny czas.

Pan Marek Chmielewski po „mat-fizie” chciał kontynuować studia ścisłe. Interesowała go biotechnologia, ale Politechnika wrocławska robiła nabór na ten kierunek co dwa lata. - I akurat mój rocznik się nie załapał - opowiada dziś pan wójt. Nie było mowy, aby czekał rok. Młodzi mężczyźni po szkole średniej bez wykształcenia zawodowego od razu

otrzymywali bilet do wojska. Technologia żywności na Akademii Rolniczej była pewnym kompromisem - Bardzo mnie to interesowało - wspomina pan Chmielewski.

Szybka i ważna lekcja dojrzewania

Jolanta Zarzeka i Marek Chmielewski rozpoczęli studia w pamiętnym roku akademickim 1981/1982. Długo nie postudiowali albo raczej nie postudiowali normalnie.

- To był trudny czas. I z perspektywy i w tamtym momencie - mówi pan Marek Chmielewski. - To, co się wydarzyło w 1981 roku, było dla młodego, nieopierzonego studenta, który przyjechał z małego miasta, szokiem. Dopiero co rozpoczął studia i na następne zajęcia poszedł dopiero w przyszłym roku. Odbywały się one nieprzerwanie do lipca, łącznie z weekendami, bo stracony czas trzeba było jakoś nadrobić. Pan Chmielewski pamięta, że 5 lipca zakończył się semestr letni, a 4 jeszcze zdawał jeden z egzaminów. Nie było miejsca na tzw. poprawki, a wszystkie egzaminy skumulowano.

- Nawet dziś trudno to wspominać bez emocji - dodaje pani Jolanta Zarzeka. - Mam do dzisiaj w oczach materace rozłożone w holu głównym i to poczucie rozdarcia, bo człowiek z jednej strony chciałby uczestniczyć, wiedział, że przynależy, a z drugiej strony był kompletnie zagubiony, dopiero z miesięcznym doświadczeniem w wielkim mieście. To była szybka i ważna lekcja dojrzewania.

Jolanta Zarzeka

Jolanta Zarzeka

Wszystko oprócz kursu płetwonurków

Inna sprawa, że pierwszy rok jest zawsze rokiem jakiegoś przesiewu. Na Wydziale Technologii Żywności wiele osób odpadało z powodu chemii, której wysoki poziom dyktował prof. Stanisław Mejer, absolwent Politechniki Federalnej w Zurychu, doktorant i uczeń prof. Leopolda Ruzicka - laureata Nagrody Nobla. Trudno było się przebić.

Natomiast na Wydziale Zootechnicznym postrach siał prof. Bolesław Nowicki, uczeń prof. Tadeusza Olbrychta, specjalista od genetyki i ogólnej hodowli zwierząt. Choć, jak wspomina pani Zarzeka, z egzaminu u niego dostała piątkę. - Dopiero jako recenzent mojej pracy magisterskiej pokazał, że potrafi być bardzo surowy, na szczęście byłam dobrze przygotowana. Obroniłam ją z sukcesem, ale pan profesor ujawnił oblicze, o którym wszyscy studenci mówili, a ja nie bardzo chciałam w nie wierzyć.

Pani Jolanta Zarzeka podkreśla, że praktyka zawodowa była najbardziej znaczącym elementem studiów. Młodzi ludzie stykali się ze zwierzętami wcześniej, ale często w sielskiej atmosferze lata i pięknego krajobrazu, a tu następowało zderzenie z hodowlą wielkotowarową, która jednak wyglądała inaczej.

Podobnie było na technologii żywności. To zadziwiające, jak bardzo ten przemysłowy kierunek był sfeminizowany. Wiele studentek wybierało specjalizację surowców zwierzęcych, na co wpływ być może miał fakt wprowadzenia na początku 1981 r. kartek żywnościowych na mięso. Jednakże po pierwszej wizycie w zakładzie mięsnym, większość pań się wypisywała. Nie wytrzymywały zderzenia z rzeczywistością. - Pozostałem na surowcach zwierzęcych, a następnie wybrałem specjalizację drobiarsko-jajczarską - opowiada pan Chmielewski. - Zakładem Technologii Surowców Zwierzęcych zarządzał wówczas prof. Zbigniew Duda. To była wybitna osobowość i przedstawiciel Polski w FAO. Prestiż wydziału był też z tego powodu ogromy, tak to jako studenci odczuwaliśmy.

Pani prof. Teresa Smolińska-Juny była promotorem pracy pana wójta, a wraz z doktorem wówczas Tadeuszem Trziszką nadzorowali studencką działalność koła naukowego, którego Chmielewski był członkiem. - Pracowali z nami na stopie partnerskiej, wspierali w tym, co chcemy osiągnąć i dali nam dobre przykłady na dalszą część życia, pokazali, jak można pracować i co robić z efektami tej pracy. Pan Chmielewski przyznaje, że wspomina ten okres nie z powodu bujnego życia studenckiego, które jest normą i każdy mniej lub bardziej w nim uczestniczy, ale dlatego, że praktycznie cały rok żył uczelnią. Także w wakacje, gdy najpierw około miesiąca spędzał na praktyce zawodowej w przemyśle, następnie dwa, trzy tygodnie na obozie naukowym, po czym dwa tygodnie na obozie wędrownym, które organizował jako członek zarządu klubu turystycznego „Pieszo”. - Wyszło na to, że człowiek cały rok żył z uczelnią, ale miała naprawdę tak wiele do zaoferowania.

Pani Jolanta dodaje, że na jej wydziale zwykło się mówić, że oprócz kursu płetwonurków we wszystko inne ta uczelnia wyposaża swoich absolwentów.

Primus inter pares w Danii

Na losie pana Marka Chmielewskiego zaważyło zdobycie po czwartym roku tytułu Primus inter pares w corocznym konkursie na najlepszego studenta, gdyż konsekwencją tego konkursu było skierowanie go na trzymiesięczną praktykę do Danii. - Zobaczyłem inny świat, odmienne podejście do pracy, inne: ekonomię, mentalność, wydajność, to doświadczenie do tej pory ma znaczenie w podejmowanych przeze mnie decyzjach.

Pan Chmielewski wylądował na farmie liczącej tysiąc tuczników i 25 hektarów pola. Nauczył się, że dwie osoby mogą dokonać całych żniw, jeśli ich organizacja jest doskonała. - Nikt nie czekał w żadnych kolejkach do skupu, farmer zapełniona przyczepę odwoził i zanim ja zapełniłem następną, on już był z powrotem. Pierwszy raz spotkałem się z pomiarami wilgotności na polu. Jeśli zboże było zbyt wilgotne nikt nie kosił, bo nie opłacało się zapłacić za suszenie, lepiej było zaczekać jeden dzień. Porównanie tego wszystkiego dało mi wiele na przyszłość.

Polska była rozpoznawalna wśród napotkanych Duńczyków poprzez kryształy, które się opłacało przywieźć, piękne miasta Gdańsk i Kraków. kraj ciekawy, ale ekstremalny, jeśli chodzi o poruszanie się, egzotyczny, z głębokim komunizmem, którego istoty na Zachodzie nie rozumiano. - Pamiętam, jakim szokiem była dla mnie informacja, którą uzyskałem od profesora slawistyki Uniwersytetu Odense, że można oddawać 80% swoich dochodów na wszelkiego rodzaju podatki. Jak Pan żyje za 20%? - pytałem - Świetnie - odpowiedział. Wtedy dowiedziałem się w ogóle, czym są podatki i że można tak ukształtować gospodarkę, że to się opłaca.

Doświadczenie zawodowe

Pani Jolanta Zarzeka ukończyła studia w 1986 r. Pracowała jako praktyk w zakładach z dużymi zwierzętami. Najpierw w Państwowym Ośrodku Hodowli Zarodowej w Dobrocinie, a następnie - po przekształceniu - w spółce pracowniczej Ośrodka Hodowli Zarodowej.

To oczywiście nie była łatwa praca. W tych zakładach nie pracowali wykształceni kulturalni pracownicy, tylko jednak prości robotnicy o zakorzenionych stereotypach, nierzadko nałogach. Trzeba było sobie z tą specyfiką poradzić, wykazać się pewną twardością charakteru. - Jednak dobrze wspominam ten czas. Przepracowałam 15 lat.

Przełom wieków charakteryzował wielki kryzys w rolnictwie. Państwowe gospodarstwa rolne i ośrodki hodowli zarodowej przestawały istnieć z różnych powodów. Pani Zarzeka otrzymała propozycję pracy w urzędzie gminy Dzierżoniów na stanowisku kierownika referatu ds. rolnictwa i ochrony środowiska, gdzie wykorzystywała zarówno swoją wiedzę, jak i praktyczne umiejętności do 2007 r. Po wyborach samorządowych rozpoczęła współpracę z wójtem jako jego zastępca.

Po powrocie z Danii pan Marek Chmielewski trafił do zakładów mięsnych jako technolog, ale po czterech miesiącach dostał bilet do wojska na roczną służbę, po której został przeniesiony przeszedł do PSS „Społem” na stanowisko kierownika produkcji. Najwyraźniej doceniono jego duńskie doświadczenia. Po pół roku został wiceprezesem tej spółdzielni. - Później utworzyliśmy spółkę cywilną wraz z trzema pracownikami jednego z zakładów podczas prywatyzacji i prowadziliśmy tę firmę przez 5 lat. Zakład znajdował się w centrum Dzierżonowa, 100 m od ratusza, i z powodów sanitarnych oraz wysokich stawek czynszu musiał być zlikwidowany, ponieważ prowadziliśmy tam duży rozbiór półtusz wołowych i produkcję garmażeryjną. Po likwidacji zakładu trafił do zespołu szkół zawodowych, gdzie w dość krótkim czasie został zastępca dyrektora i tę funkcję sprawował przez 11 lat, będąc jednocześnie pod koniec kierownikiem szkolenia praktycznego. Była to szkoła, która jako jedna z nielicznych obroniła się podczas tej ogólnopolskiej fali likwidowania szkolnictwa zawodowego. - Obecnie jestem z niej urlopowany na drugą kadencję.

Być partnerem społeczności a nie tylko urzędnikiem

Zapytana o informacje ogólne o Gminie Dzierżoniów pani Jolanta Zarzeka wylicza jednym tchem: ok. 9300 mieszkańców, 142 km2, 23 miejscowości, zorganizowane w 15 stołectw, siedziba urzędu znajduje się w mieście Dzierżoniów, które nasze wsie otaczają, a odległość od najbardziej na północ położonych Jędrzejowic do najdalej na południe leżącego Jodłownika wynosi powyżej 30 km. Lecz od razu pani wicewójt dodaje - Tak wygląda to czysto administracyjnie, ale w rzeczywistości to grupa wspaniałych ludzi w pięknym miejscu. Pewnie tak jest w każdej gminie, ale my się różnimy tym, że chcemy i potrafimy dostrzec to piękno i potencjał mieszkańców.

Z punktu widzenia ekonomicznego dbają o rozwój rolniczy i turystyczny, bo w tym celuje gmina, ale z punktu widzenia społecznego stawiają na aktywizację mieszkańców, realizację oddolnych inicjatyw społecznych oraz na współpracę liderów. Dbają o to, aby aktywni mieszkańcy się znali, wspierali i korzystali nawzajem z pomysłów. Te starania zostały dostrzeżone przez władze województwa. W pierwszym konkursie „Piękna wieś dolnośląska” w dwóch kategoriach na trzy wygrały właśnie wioski dzierżoniowskie, co dało asumpt do tego, aby reprezentować Dolny Śląsk w konkursie europejskim, gdzie zostali wyróżnieni m.in. za aktywność społeczną na różnych polach i „modelowy sposób współpracy władz z mieszkańcami”. Teraz rozwijają „Partnerstwo lokalne na rzecz rozwoju gminy”, aby różne gminne organizacje mogły współpracować po to, by rozwój szybciej postępował i miał właściwy kierunek. Dzięki takiemu partnerstwu wzrasta poziom partycypacji społecznej, a mieszkańcy mają coraz większy wpływ na rozwój swoich miejscowości i całej gminy.

- Zdecydowaliśmy się prowadzić urząd nie jako urzędnicy, tylko jako ludzie, którzy żyją w danej społeczności, mają do spełnienia zadania urzędnicze, ale chcą być partnerami społeczności lokalnej - podsumowuje pan Marek Chmielewski.

Pan wójt i pani wicewójt przyznają, że dzisiejsze rozmowy o współpracy to nie są ich pierwsze kontakty z uczelnią. Przez wiele lat współpracowali z Instytutem Architektury Krajobrazu w kwestii opracowania planów odnowy wsi. Obecnie ta współpraca przybierze kształt formalny, ale jednocześnie otworzy szereg zupełnie nowych perspektyw.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 213