Rzeczpospolita Polska

Krzysztof Dembowski


 

Podczas wykładu zorganizowanego w Instytucie Inżynierii Rolniczej mogliśmy poznać dwóch absolwentów naszej uczelni pracujących w firmie DeLaval. Jednym z nich jest pan Krzysztof Dembowski, który ukończył studia w 1983 roku, a drugim pan Karol Ferenc – absolwent z 2006 roku. Podczas spotkania ze studentami opowiadali o systemach i urządzeniach oferowanych przez firmę oraz o rynku hodowli krów mlecznych, natomiast po wykładzie, już w zaciszu gabinetu opowiedzieli co nieco o sobie. Z firmy DeLaval znany nam jest jeszcze jeden absolwent, w tym dniu akurat nieobecny, pan Leszek Jarosz, wyróżniony przez rektora w 2010 roku statuetką Sapere Auso.

 

Krzysztof Dembowski

Krzysztof Dembowski dostał się na zootechnikę w 1978, którą ukończył w 1985 roku. Przez całe pięć lat studiów mieszkał w domu studenckim Arka na 10 piętrze. Wspomina, że kiedyś trudno było się dostać na studia. Egzaminy wstępne weryfikowały wiedzę kandydatów i dostawali się rzeczywiście najlepsi. On, jako absolwent technikum, bał się na początku, że nie uda mu się przebrnąć przez przedmioty teoretyczne, takie jak chemia czy matematyka.

Najtrudniej było na biochemii, uczył nas prof. Karpiak – wspomina dziś. – Mieliśmy biochemię na poziomie nauk medycznych, ciężko było, ale korzystam z tej wiedzy do dziś. Poza prof. Karpiakiem pan Dembowski jednym tchem wymienia inne nazwiska profesorów: Kotlińskiego, Nowickiego, Żuka, no i oczywiście swoją panią promotor – prof. Dorotę Jamroz. W pamięci wyryli się ci, którzy byli świetnymi specjalistami, ale i wyjątkowo wymagającymi.

Kiedyś praca była obowiązkiem, dziś jest przywilejem – mówi pan Dembowski, wspominając swój czas po studiach, kiedy to od razu wyjechał w swoje rodzinne strony i w Krze- czynie Wielkim w pobliżu Lubina podjął pracę jako zootechnik. Po roku dostał wezwanie do wojska. Co ciekawe, podczas tej rocznej służby też pracował w wyuczonym zawodzie. Wojsko wówczas prowadziło gospodarstwa rolne i ktoś wymyślił, żeby sprowadzić owce, które będą strzygły trawę na poligonie. – Pomysł może i dobry, tylko że owce w pewnym momencie zaczęły się kocić i dowództwo zrobiło sondaż, kto mniej więcej umie się zająć zwierzętami – opowiada pan Dembowski. – Zająłem się więc żywieniem owiec i żołnierzy, a konkretnie układaniem dawek pokarmowych.

Po służbie Krzysztof Dembowski pracował w pegeerach i spółdzielniach jako zootechnik. Przeszedł przez różne działy produkcji roślinnej i zwierzęcej. Najtrudniejszym momentem w jego życiu była zmiana systemu gospodarczego w 1989 roku. – Zawsze była praca, często byle jaka i słabo płatna, ale zagwarantowana – wspomina dziś tamten okres. – Gdy zaczęły się przemiany i zawalił się cały dotychczasowy system, trzeba było na nowo znaleźć sobie miejsce. Myślę, że nie było to łatwe dla wielu ludzi.

Pan Dembowski zatrudnił się u kolegi, który prowadził firmę sprzedaży pasz. Pracował u niego przez dwa lata jako sprzedawca dodatków żywieniowych do pasz. Zauważył wówczas, że powolutku zaczęła wzrastać sprzedaż produktów dla krów mlecznych. Na początku lat 90. zlikwidowano wiele stad, na Dolnym Śląsku była to wręcz hekatomba, z 500 tys. krów w 1989 r. zostało może ze 20 tys. Aż nagle tendencja się odwróciła, ceny mleka poszły w górę i rolnicy znów zaczęli hodować krowy, już nie na taką skalę jak przed transformacją, ale jednak.

Odpowiedziałem wówczas na ogłoszenie firmy DeLaval, którą kojarzyłem z osobą dr. Leszka Jarosza. Spotkałem go na wystawie w Poznaniu dwa lata wcześniej i on właśnie opowiedział mi o DeLavalu jako firmie perspektywicznej. Zostałem przyjęty. Zajmowałem się sprzedażą na terenie Dolnego Śląska, który znałem bardzo dobrze, ale też wiedziałem, że to najgorszy pod względem liczby krów region w Polsce. Nawet jeśli jakieś dojarki tu funkcjonowały, to były przekazywane z gospodarstwa do gospodarstwa i trudno było cokolwiek sprzedać. Pan Dembowski, jak określa, miał trochę szczęścia, w pierwszym roku pojawiły się programy pomocowe dla rolnictwa i na Dolnym Śląsku pojawiły się trzy duże inwestycje. Później rozwinął działalność na Wielkopolskę, przyjmując funkcję doradcy technicznego w obu województwach.

W 2005 roku w firmie pojawiły się możliwości awansu, wówczas pan Krzysztof Dembowski otrzymał posadę w dziale marketingu w centrali firmy i zajął się urządzeniami żywieniowymi oraz do doju. Gdy trzy lata temu firma przeniosła się do Skierniewic, on wraz z nią. – Dzisiaj moja praca polega na aktualizowaniu i prezentacji oferty firmy oferty, wytwarzaniu materiałów reklamowych, prowadzeniu szkoleń handlowców w zakresie produktów.

Z firmą DeLaval pan Krzysztof Dembowski jest związany już 18 lat, ma żonę i dwoje dzieci, syn mieszka we Wrocławiu, a córka w Edynburgu.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 214