Rzeczpospolita Polska

Bogusław Huczyński


 

Dr inż. Bogusław Huczyński jest jednym z najstarszych żyjących absolwentów Uczelni. Rozpoczął studia w 1949 r., kiedy istniała jako Uniwersytet i Politechnika we Wrocławiu, ukończył w 1955 r., gdy była Wyższą Szkołą Rolniczą.

 

Bogusław Huczyńskiv

Do Wrocławia z Drohobycza przez Wałbrzych

Pan Huczyński urodził się w Drohobyczu i jako repatriant przyjechał na ziemie zachodnie. – Jechało się w tym pociągu 5 tygodni, z całym niewielkim dobytkiem, w strasznych warunkach. Dziewięć rodzin w jednym wagonie – opowiada dzisiaj. Podczas tej podróży jego mama zachorowała na tyfus i z tego powodu rodzina wysiadła w Gliwicach, gdzie spotkali wielu znajomych, nawet jednego lekarza z Drohobycza, który zajął się leczeniem matki. Ojciec zgłosił się jako austriacki a później polski urzędnik państwowy do izby skarbowej w Katowicach i natychmiast otrzymał przydział do Wałbrzycha. W tym mieście spędzali swoją pierwszą na Ziemiach Zachodnich wigilię.

Pan Bogusław Huczyński opuścił szkołę w Drohobyczu jako uczeń siódmej klasy. Wspomina, że była to szkoła rosyjskojęzyczna, a język polski był tylko przez jedną godzinę w tygodniu. W Gliwicach zgłosił się do szkoły, złożył egzaminy i został zakwalifikowany do trzeciej klasy gimnazjum. Z przedmiotów ścisłych reprezentował wysoki poziom, ale z językiem literackim miał kłopoty. Czwartą klasę gimnazjum oraz dwie liceum ukończył już w Wałbrzychu. Po maturze zdecydował się studiować we Wrocławiu.

W gabinecie „rzymskiego senatora”

19-letni Huczyński składał egzaminy na kierunki politechniczne, ale nie dostał się – z braku miejsc. Komisja egzaminacyjna poinformowała go, że może próbować na Wydziale Biologii Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu, lecz musi zdać egzamin z biologii. Huczyński zdał, jednak znów nie otrzymał indeksu. Komisja skierowała go na nowo otwarty kierunek na Wydziale Rolnym – mechanizację rolnictwa. Pan Huczyński zdał więc kolejny dodatkowy egzamin, ale też się nie dostał. Udał się wtedy bezpośrednio do prof. Stanisława Tołpy, dziekana Wydziału Rolnego.

Zrobił na mnie wrażenie rzymskiego senatora: wysoki, postawny, łysy, poważny, lecz sympatyczny – tak młody wówczas chłopak zapamiętał prof. Tołpę. - Gdy przedstawiłem swoją sprawę, profesor pochodził chwilę po swoim gabinecie i rzekł: „nie mogę Panu nic poradzić na to, co się stało, ale mogę zaręczyć, że jeśli ktoś z listy przyjętych nie pojawi się na zajęciach, Pan będzie pierwszą osobą, która zajmie jego miejsce”. I tak się stało.

Bogusław Huczyński zaczął studiować mechanizację rolnictwa. – Prof. Zbigniew Martini był bardzo sympatyczny. Pięknie wykładał budowę maszyn i nigdy nie postawił oceny niższej niż cztery – opowiada o dawnych mistrzach. – Dobrze wspominam wykłady z ekologii u Włodzimierza Tymrakiewicza, który siadał w pierwszej ławie i mówił do nas „koledzy", co bardzo nas nobilitowało, pamiętam Jana Tomaszewskiego, Stefana Gumińskiego, którego wykłady były zawsze przygotowane do perfekcji, a u prof. Bogusławy Trzebiatowskiej dostałem piątkę z chemii, co było sukcesem na skalę całej uczelni. Wykładała świetnie chemię fizyczną, a ponoć miała niski, męski głos i była krewną prezydenta Ignacego Mościckiego.

Pomysł na życie?

Pan Bogusław Huczyński wraz z kolegami i starszym bratem mieszkali na prywatnej kwaterze. Warunki były bardzo ciężkie, czasami na łóżkach spali na zmianę. W każde wakacje pracował przy przyjmowaniu buraków do cukrowni albo likwidowaniu szkód po gradobiciach. A jego największym marzeniem były narciarki – skórzane, wysokie buty na podwójnej podeszwie. Udało mu się je zdobyć na drugim roku studiów.

- Pani mnie pyta o mój pomysł na życie po studiach? To było nie do pomyślenia w tamtych czasach. Dostałem trzyletni nakaz pracy do pegeeru i nikt mnie o moje pomysły nie pytał.

Pan inż. Huczyński przez Okręgowy Zarząd PGR w Opolu został skierowany na stanowisko mechanika zespołowego do Zespołu PGR „Skorokoszcz”. Warunki były fatalne, czasem udało mu się dwa razy w tygodniu zjeść obiad, spali na zmianę na jednym łóżku z kierowcą, później dostał pokój. Po roku uciekł z powrotem na studia, które ukończył. Pracę magisterską pisał u prof. Bolesława Świętochowskiego w Katedrze Ogólnej Uprawy Roli i Roślin. Ożenił się i pozostał we Wrocławiu. Doktorat napisał w 1965 r. pod kierunkiem prof. Michała Strzępskiego, Kierownika Zakładu Gleboznawstwa i Kartografii Gleb IUNG w Puławach.

Życie pod znakiem IUNG-u i SITR-u

Magisterium u prof. Świętochowskiego było przepustką do dobrej pracy. Pan Bogusław Huczyński dostał się do Wojewódzkiej Komisji Planowania, a później do Oddziału Geodezji przy Wojewódzkiej Radzie Narodowej. Potrzebowali tam projektantów urządzeń rolniczych. Jednakże w 1956 r. najpierw rozpadły się spółdzielnie a jesienią weszła ustawa o powszechnej klasyfikacji gruntów. – Przekwalifikowałem się i kilka miesięcy spędziłem w Zgorzelcu, klasyfikując tamtejsze grunty – opowiada pan Huczyński.

Niedługo później powstała pracownia kartograficzna gleb przy IUNG-u, a pana Huczyńskiego powołano na kierownika tej pracowni. – Redagowaliśmy wielkoskalowe i małoskalowe mapy glebowo-rolnicze i bonitacyjne. Oznaczaliśmy kompleksy rolnicze przydatności gleb. Byłem wojewódzkim inspektorem ds. klasyfikacji gleb. Przepracowałem w Instytucie 30 lat.

Jednocześnie pan Bogusław Huczyński udzielał się jako rzeczoznawca w SITR. Gdy na emeryturę szedł ówczesny kierownik ośrodka rzeczoznawstwa i doradztwa, zaproponowano mu, aby objął po nim kierownictwo. Pozostał dyrektorem ośrodka przez 20 lat, aż do 2010 r. Przez dwie kadencje w latach 2004-2008 był również wiceprezesem Wrocławskiej Rady Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych Naczelnej Organizacji Technicznej.

Mieliśmy dobrze zorganizowaną działalność gospodarczą, zatrudnialiśmy na zlecenia około 300 rzeczoznawców. Zespół rzeczoznawców otrzymał pierwszą nagrodę Ministra Ochrony Środowiska i Zasobów Naturalnych w zakresie ochrony gruntów. Obecnie jest wiceprezesem Oddziału SITR we Wrocławiu.

Ewa Jaworska

Źródło: Głos uczelni nr 215